Olfaktoryczne podróże
Blog > Komentarze do wpisu

Donna Karan BLACK CASHMERE

Pisząc o kadzidłowcach trudno mi nie wspomnieć o jednych, szczególnych dla mnie perfumach, a mianowicie o Black Cashmere. Jedne z nielicznych perfum, które zachwycają mnie jako całość, począwszy od flakonu, a na samym zapachu kończąc. Flakon- czarne dzieło sztuki, doskonałość w formy i koloru. Lśniący, czarny, przypominający mi mokry, czarny kamień znaleziony w wartkim strumieniu rzeki lub małe kamyczki do medytacji.

Sam zapach to dla mnie niesamowita opowieść osnuta wokół tajemniczego drzewa wenge (Millettia laurentii),które znajdziemy także w Donna Karan Essence w postaci olejku(kiedyś udało mi sie powąchać ten olejek i teraz marzę o swoim flakonie, ale w formie EDT).

Zapach mroczny, ale sunący po skórze z lekkością i miękko opływający nasze ciało niczym czarna suknia, w której czujemy się tajemniczo, ale jednocześnie komfortowo. Chciałoby się rzec- nasza druga skóra. Ciemne kadzidło jest niesamowicie żywiczne, dodatkowo wzbogacone szafranem, goździkami, pieprzem i cynamonem. Osobiście odbieram je jako cieple, czasami niemal parzące skore. Zapach niesamowicie zmysłowy, pieszczący ze znawstwem świetnego kochanka naszą skórę i nos. Nietypowy i odchodzący od stereotypowego pojęcia „zapachu zmysłowego”, dlatego jest albo kochany albo nienawidzony, rzadko kiedy pozostawia nas obojętnym. Ja to nazywam magią zapachu. Niesie w sobie mrok, tajemnicę i niedopowiedzenie.

Tak pachnie prawdziwa czarownica.

Nuty: szafran, przyprawy masala, biały pieprz, goździki, gałka muszkatołowa, ziele angielskie, żarnowiec miotlasty, róża, etiopskie kadzidło, singapurska paczula, afrykańskie drzewo Wenge, drzewo miodowe, labdanum, wanilia, ambra, miód

wtorek, 15 stycznia 2008, labareda

TrackBack
TrackBack URL wpisu: