Nie ukrywam, ze lubię kuchenne nuty w perfumach, szczególnie w jesienno-zimowy czas. Perfum o zapachu budyniu, ciast, ciasteczek, pierników na rynku jest sporo, ale rzadko znajdziemy inne nuty, pokazujące kuchnie od innej strony. Jednym z takich zapachów niewątpliwie jest Arabie S. Lutensa, która na mojej skórze pachnie jak kurczak curry i tym samym nie wywołuje zachwytu.
W poszukiwaniu kuchennych nut natknęłam sie na zapach wyjątkowy - Champaca Ormonde Jayne. Champaca otwiera przed nami drzwi do kuchni azjatyckiej, gdzie na wejście czujemy soczysty bambus i wilgotny różowy pieprz. Pomieszczenie wypełnia delikatny zapach neroli, ale ginie szybko, gdy na stole pojawia sie miska basmati. Ryz był wolno gotowany na mleku z dodatkiem aromatycznych przypraw, jest lekko słodki, ale nie ma smaku typowego deseru. Obok miski z ryżem stoi parująca, zielona herbata, a w tle wyczuwamy delikatny dymek kadzidła...
Champaca to dla mnie jak kolacja w orientalnej restauracji, wszystkie smaki i aromaty mieszają sie i doskonale komponują, wydobywają piękno i charakter pojedynczych składników. Zapach intensywny, ale nieprzytłaczający.