|
Blog > Komentarze do wpisu
Ormonde Jayne ORMONDE WOMAN
Ormonde Woman wyobrażałam sobie jako typowo kobiece (czyt. kwiatowe) perfumy. A takie nie są. Zawsze lubię sie tak przyjemnie zaskakiwać. Na poczatku bije w nos aromat soczystej, zielonej, rozgniecionej w rekach trawy, bardzo podobny do tego, który odnajduje w Un Jardin Sur Le Nil Hermesa. Zapach jest wilgotny i zielony, jak zroszona trawa o poranku i wibrujący od ostrych, kłujących w nos przypraw. Później z trawy wychylają niesmialo swe główki delikatne fiolki, które dopiero sie rozwijają, wiec ich zapach nie jest jeszcze tak intensywny i nie ma w nich cienia pudrowości. Jest tez jaśmin, ale jego zapach jest delikatny, jak przywiany z daleka przez wiatr. A wszystko to osadzone na zielonej i soczystej drzewnej bazie, z kłującym cedrem i leniwym wetiwerem. Niestety nie mogę powiedzieć jak pachnie black hemlock (wiecznie zielone drzewo, które rośnie we wschodnich Stanach Zjednoczonych), a którego absolutu użyła Linda Pilkington . Składnik spotkany, jak dotąd, tylko w jednych perfumach - Ormonde Woman. Zapach od poczatku do końca zielony, jednak nie ma nic wspólnego z typowymi świeżymi zapachami. Elegancki i zaskakujący. Jeśli tak ma pachnieć kobieta Ormonde Jayne, to ja jestem za! Nuty: kardamon, kolendra, olejek z trawy, absolut fiołka, absolut jaśminu, wetiwer, cedr, ambra, drewno sandałowe. czwartek, 17 stycznia 2008, labareda
TrackBack
|