Mediolan jest jednym z najbogatszych miast Europy, okrzykniętym stolicą mody. Tutaj obok pięknej katedry Santa Maria delle Grazie ("z Ostatnią Wieczerzą" Leonarda da Vinci) i zamku Sforzów znajdziemy szereg ekskluzywnych butików największych dyktatorów mody, wiele ekskluzywnych restauracji i nocnych klubów. Piękno i duch starego Mediolanu doskonale koegzystuje z nowoczesnym Mediolanem, ociekającym luksusem. W tym niezwykłym miejscu znajdziemy rownież wspaniały kompleks 10 Corso Como inspirowany egzotycznymi bazarami z dalekiego wschodu. Znajdziemy tutaj księgarnię, męski i damski butik (oszałamiające rownież cenami), Gallerie Carli Sozzani (która jest też pomysłodawcą całego kompleksu) oraz 10 Corso Como Café.
Gdy przeczytałam o zapachu 10 Corso Como, to także nasunęło mi się skojarzenie z Costes Costes- dwa luksusowe miejsca w dwóch pięknych miastach, każde posiadające swoje firmowe perfumy... Na tym kończą się jednak, moim zdaniem, podobieństwa tych dwóch zapachów. W porównaniu Costes zdaje się krzyczeć “oto jestem”, gdy 10 Corso Como przycupnie cicho na nadgarstku i leniwie rozpełza się po skórze we wszystkie strony, aby umościć się jak najwygodniej. Kadzidło w składzie? Tak, ale wyczuwalne tylko po otwarciu próbki/flakonu, wtedy dosyć silnie łaskocze moje nozdrza, jednak na skórze gdzieś umiera i nie wyczuwam go wcale. Róże? Raczej echo róż pobrzmiewające gdzieś nieśmiałe w tle. 10 Corso Como to taniec aoud na ciemnym, solidnym drewnie sandałowym. Tak, to bardzo ładny aoud, nadaje lekkości i świeżości balsamicznemu, gładkiemu sandałowcowi, czasami mam wrażenie, ze wącham dopiero co ścięte drzewo. Dzięki aoud sandałowiec staje sie tez bardziej pikantny, jakby wymieszany z garścią aromatycznych przypraw.
O ile Costes opowiadał mi jakąś historie, to 10 Corso Como tego nie czyni. Jest jak mgliste, olfaktoryczne wspomnienie po pobycie w ekskluzywnym miejscu i nie powoduje przyśpieszonego bicia mego serca. To jak posiedzenie w szalenie luksusowym salonie: miękkie kanapy, w które przyjemnie się zapada, usytuowane są w strategicznym miejscu tak, że możemy z nich podziwiać resztę pięknie urządzonego wnętrza, poczuć ciepło kominka... Jest pięknie, miło, ale też... trochę nudno i jakoś niespecjalnie mam ochotę do tego miejsca wracać. Ileż można się zachwycać? Dla mnie wiec nadal marka Corso Como będzie kojarzyła się z ... butami, a nie z zapachem.
Nuty: drewno sandałowe, kadzidło, piżmo, róża, geranium, wetiwer, aoud malajski