L'Ile de Beaute, czyli Korsyka, gorąca, górzysta wyspa z kilometrami piaszczystych plaż na Morzu Śródziemnym. Tam właśnie wybrała sie w podróż Annick Goutal, a swoje wspomnienia z niezapomnianych wakacji zamknęła w flakonie Sables (z fr. teren piaszczysty, pustynia), zapachem wykreowanym dla jej męża.
Sables to gorący zapach, wyczuwalne są całe łany ciepłych, skąpanych w słońcu Immortelle
. Zapach jest tak suchy, ze wydaje mi się, że słyszę szelest suchych kwiatostanów. Pachnieć Sables to jak siedzieć na rozgrzanym piasku na plaży, ciepły wiatr przywiewa zapach pieprzu i cynamonu oraz ciemnego i lekko gryzącego dymu z dogasającego ogniska, w którym tli się jeszcze drewno. Słońce pali niemiłosiernie, a wytchnienie nam dają tylko lekkie podmuchy wiatru, które chłodzą twarz i plączą włosy. Wokół cisza, słychać tylko brzęczenie owadów i chrzęst piasku przesypywanego w dłoniach… Wszystko to dosłodzone zostało delikatną wanilią i ciepłą ambrą. Przychylę sie do opinii tych osób, które twierdzą, że Sables spokrewnione jest z dziełami S. Lutensa. I ja dostrzegam to powinowactwo, szczególnie w balsamicznym drewnie sandałowym rodem ze Santal de Mysore i nieco cierpkich, gryzących drzewnych nutach podobnych do tych z Chêne.
Sables nie jest zapachem ani odkrywczym, ani skomplikowanym, ma jednak w sobie urok.
Nuty: Immortelle, pieprz, drewno sandałowe, wanilia.