|
Blog > Komentarze do wpisu
Parfums M. Micallef NIGHT AOUD Uwielbiam zapachy dziwne, kontrowersyjne, przez wielu przyjmowane z wyrazem zdziwienia na twarzy. Do tej grupy niewątpliwie należy Night Aoud. Nie będę odkrywcza, bo i mnie ten zapach kojarzy sie początkowo bardzo szpitalnie. Jest jak lekko szeleszczący, biały, wykrochmalony, pachnący czystością i szpitalem fartuch pielęgniarki. Sterylna czystość- to moje pierwsze skojarzenie. Chłodne, zimne, obce i nieprzytulne kafelki wyszorowane lizolem, kiedyś tak wszechobecnym i przenikającym wszystko w każdym szpitalu. Tak też jest w tym zapachu - lizol jest obecny od początku do końca. Wrażenie chłodu, czystości ustępuje jednak miejsca zapachowi ciemnego, zakurzonego, dawno niewietrzonego strychu, gdy do głosu dochodzi paczula. Stęchłe, wilgotne powietrze, które wręcz krzyczy o otworzenie okna, intensywny zapach pleśni pokrywającej ściany i stare, drewniane, wilgotne meble przykryte grubą warstwą kurzu. Niesamowite zderzenie czystości i brudu. Teoretycznie zapach powinien mi sie nie podobać. Teoretycznie. Jednak z lubością wącham mój nadgarstek, gdyż lubię tą wojnę, którą toczą nuty na mojej skórze. Eksplodują mocno, aby potem umrzeć szybko i cicho przy skórze. Wszystkie, oprócz lizolu. piątek, 01 lutego 2008, labareda
TrackBack
|