
Przyznaję, że Parfumerie Generale to kolejna marka niszowa, która wzbudziła moje uznanie. Sporo zapachów Pierre'a Guillaume potrafi obudzić moją wyobraźnię, nie pozostawia mnie obojętną, a przed moimi oczyma przesuwają sie wyraźne obrazy. To jest jedna z rzeczy, za które cenię zapachy- możliwość przenoszenia mnie w inny wymiar, fantastyczna przygoda w innym, nierealnym świecie, umiejętność wywoływania u mnie emocji, jakikolwiek emocji. Pod tym kontem odbyły się poważne przetasowania w mojej kolekcji, zniknęły z niej zapachy potocznie zwane jako "ładne" i "przyjemne", które jednak pozostawiały mnie w środku pustą i bez emocji. Już nie po drodze mi z nimi.
Jak do tej pory dwa zapachy Parfumerie Generale, z tych poznanych, znalazły się na mojej liście nie-do-kupienia.
Aomassai... Przyznam, że to mój wielki i bolesny zawód. Gdy stałam sie posiadaczką sporej próbki nie mogłam opanować drżenia rąk przy jej otwieraniu, spodziewałam się odkryć kolejne oblicze pięknego drzewa Wenge, które tak kocham i podziwiam w Black Cashmere i Wenge Donny Karan. Mimo wielokrotnych prób nie udało mi się oswoić tego zapachu. Pierwsze z nim zetknięcie było wręcz traumatyczne. Spora dawka karmelu na krótko prześliznęła się po mojej skórze, aby szybko ustąpić zapachowi patelni ze zjełczałym tłuszczem, na której zostawiono uprażone orzechy, a drzwi owej brudnej, lepkiej kuchni zatrzaśnięte zostały przez właściciela, który wyjechał niewiadomo dokąd. Nadgarstki trzymałam z dala od nosa, moimi żołądkiem wstrząsały skurcze, a ja biegłam czym prędzej zmyć zapach... Kolejne testy nie były już aż tak traumatyczne, obyło sie bez większych sensacji żołądkowych, wciąż jednak niezbyt miłe. Odkryłam, że owa brudna kuchnia, wypełniona ową okropną oleistą nutą, spowita jest kłębami czarnego, gryzącego nieprzyjemnego dymu.
Mogę więc tylko zazdrościć wszystkim tym, którym dane było odkryć piękniejsze oblicze Aomassi...
Cuir Venenum... Ten zapach z kolei zabiera mnie do angielskiego klubu, gdzie powietrze pachnie eleganckimi skórzanymi kanapami i kłębami słodkawego tytoniu w dobrym gatunku. Jest przyjemnie i miło, ale ta atmosfera nijak do mnie nie pasuje, czuję się tam sztywno i nie na miejscu. Poza tym skóra nie jest moim ukochanym składnikiem, lubię ją w perfumach, ale nie koniecznie w roli pierwszoplanowej i tylko w pewnych kombinacjach. Jakoś nie mam ochoty pachnieć skórzaną kanapą, torbą, czy butami.