Olfaktoryczne podróże
Blog > Komentarze do wpisu

Serge Lutens MANDARINE MANDARIN

Chinese Orange
W Chinach pomarańcze znano i ceniono już ponad cztery tysiące lat temu, podobno wtedy miały nieco inny smak i nie były tak słodkie, jak w czasach obecnych. W kulturze chińskiej pomarańcza jest ważnym symbolem, w okresie chińskiego Nowego Roku przychodząc do czyjegoś domu z wizytą przynosi się w podarunku pomarańcze na szczęście. Chińskie słowo pomarańcza= ju brzmi tak samo jak chińskie słowo powodzenia, na szczęście.
Nasze tłumaczenie słowa "pomarańcza" oznacza nie mniej nie więcej a "jabłko z Chin".
Słowo "Mandarin" używane jest w dwóch znaczeniach. Pierwsze oznacza funkcje urzędnika biurokracji, którą pełniono w Cesarstwie Chińskim, a drugie oznacza grupę języków, której najważniejszym przedstawicielem jest standardowy język mandaryński (język państwowy Chin).
A wiec Mandarynka Mandaryna, czy Mandarynkowy Język? Jakkolwiek by nie tłumaczyć nazwę wskazuje ona, że jest to zapach, który ma nawiązywać do orientalnych chińskich korzeni.
Przyznaję, że długo nie chciałam poznać Mandarine Mandarin. Cytrusowe akordy nie są moimi ulubionymi w perfumach, poza tym po spotkaniu z Fleurs d'Oranger (neroli w takiej dawce nie przekonuje mnie) nie miałam ochoty na więcej tego samego autorstwa, kręcące się wokół pomarańczowej nuty. Z wielkim podejrzeniem przyglądałam się płynowi w pięknym odcieniu pomarańczy i chociaż kusiło mnie wiele razy, aby powąchać, to jednak zawsze moja ręka podążała w innym kierunku. Zapomniana fiolka przeleżała na dnie szuflady sporo czasu, aby zostać odkryta z radością w dniu, w którym poszukiwałam czegoś owocowego, co byłoby namiastką lata w pochmurny, szary zimowy dzień.
Mandarine MandarinOtwarcie jest bardzo miłe i zaskakujące dla mojego nosa, niczym spory łyk soku ze świeżych, soczystych pomarańczy w gorący, letni dzień. Wspaniale orzeźwia, jest bardziej wytrawny niż słodki i daje nam prawdziwy zastrzyk energii. Serce zapachu przypomina mi krzak pomarańczy z kwiatami w pełnym rozkwicie, które są już nieco obwiednięte w upalnym słońcu, podobnie jak liście, które smętnie zwisają z gałązek. Na szczęście ta nuta nie trwa długo na mojej skórze i szybko ustępuje miejsca zapachowi cudownej, smażonej skórki pomarańczowej do której dodano sporą garść przypraw. To zapach marmolady, którą robi moja znajoma i którą zawsze znajdę na toście jedząc u niej śniadanie. Trzecia odsłona zapachu to lekki powiew herbaty, tak delikatny, że czasami umyka mojemu nosowi i nie wyczuwam go wcale. Zapach kończy się gęstą, pomarańczową ambrą, która siada miękko na skórze i owija się leniwie wokół piżma.
Mandarine Mandarin to zapach niezwykły, ukazuje nam zapach pomarańczy w sposób odkrywczy, jedyny w swoim rodzaju. Bardzo dobrze nosi się w zimowe dni, to jak "napój szczęścia"  zamknięty w flakonie, poprawiający humor i przywołujący uśmiech na twarz. Ja jednak nie mogę oprzeć się wrażeniu, że perfumy te będzie świetnie się nosiło latem, powinny dobrze harmonizować z gorącą skórą i słoneczną aurą.
Nuty: goździki, chińska pomarańcza, gałka muszkatołowa, skórka pomarańczowa, kandyzowana mandarynka, tymianek, Lapsang Souchoung, labdanum, bób tonka, ambra.
niedziela, 10 lutego 2008, labareda

TrackBack
TrackBack URL wpisu: