Olfaktoryczne podróże
Blog > Komentarze do wpisu

Andy Tauer L'AIR DU DESERT MAROCAIN

Marokańska pustyniaL’Air du Désert Marocain jest jednym z trudniejszych zapachów z jakim przyszło mi się zmierzyć. Po poznaniu Intense Extreme nabieram podejrzeń, że takie są właśnie uroki kompozycji Andy Tauer’a. Otwarcie, muszę szczerze przyznać, jest nieładne. Dużo mocnych, gęstych, gorzkich cytrusów, które na szczęście na mojej skórze trwają tylko chwilę. Jestem w stanie wybaczyć zapachom brzydkie otwarcie, o ile później pięknie sie rozwijają, ale nigdy nie pokuszę się na zapach, który ma ładny początek, ale ewoluuje w stronę czegoś, co mój nos nie znosi. Zatem L’Air du Désert Marocain wyszedł z tej potyczki jak najbardziej zwycięsko. Warto poczekać kilka krótkich chwil, aby odkryć całe bogactwo, które z sobą niesie.

L’Air du Désert Marocain to widok karawany sunącej przez bezkresną, zalaną słonecznym żarem pustynię. W powietrze wzbijają się ziarenka piasku,  ciągle wirują wymieszane z kurzem suche jak pieprz przyprawy i wysuszone na wiór zioła. Mimo wszechogarniającej suchości wszystkie te aromaty nie tracą nic na swej sile rażenia i z wyjątkową mocą atakują nos i skórę, wciskając się w każdą wolną szczelinę. Po jaśminie i wetiwerze zostało tylko blade wspomnienie, już dawno wypaliło je słońce.  Dwóch nut jednak gorąc nie jest w stanie zdławić. To ambra i cedr. Ambra jest  wytrawna na początku i coraz bardziej słodka w miarę rozwijania się zapachu. Jest jej mnóstwo i wspaniale łagodzi ostrość ziół i przypraw. Nieskromnie muszę rownież dodać, że wspaniale ta ambra rozwija się na mojej skórze, co ogromnie mnie cieszy, bo zazwyczaj kapryśna jest i prawie konarnie do zniesienia. Cedr jest suchy i szeleszczący, z czasem mam wrażenie, ze to już nie cedr, tylko martwy, wysuszony do granic możliwości i trudny do sklasyfikowania drewniany konar, który częściowo jest zakopany jest piasku.

Dużo ruchu w tym zapachu i sporo przestrzeni, ciągle coś wiruje, drga w powietrzu, czasami smaga nas gorącym podmuchem, na tyle ciepłym, że przy samej skórze ujawnia się delikatna dymna nutka. To nie jest nudny zapach, tak samo jak pustynia nie jest martwa, wręcz przeciwnie- tętni życiem. L’Air du Désert Marocain potrafi zmieniać się, skrzyć, wirować, sypać w oczy piaskiem i kurzem. Ciągle coś się dzieje. Z największą przyjemnością wyruszam w podróże karawaną przez bezkresna marokańską pustynię w wydaniu Andy Tauer’a i nie sądzę, abym szybko  moich wojaży zaprzestała. Chcę dotrzeć do beduińskich osad i poznawać zagubione oazy,  chcę słaniać się z gorąca za dnia i kulić z zimna w nocy, chce poczuć smak piasku na wargach i gorący wiatr we włosach...

Nuty: kolendra, gorzka pomarańcza, cytryna, bergamota, jaśmin, czystek, geranium, cedr, wetiwer, wanilia, paczula, ambra

środa, 12 marca 2008, labareda

TrackBack
TrackBack URL wpisu: