Dziwny to zapach. Przede wszystkim dlatego, że po zaaplikowaniu solidnej porcji na skórę po raz pierwszy, przez dłuższy czas nie czułam niczego. Po kilku minutach z nosem wetkniętym w nadgarstek zaczęłam wyczuwać „coś”, ale wciąż trudno mi było powiedzieć, czym „coś” ma pachnieć.Właściwie bardziej wiedziałam, że jest zapach, niż go wyczuwałam. To coś na kształt woni, którą przywiał nam wiatr, coś bardzo ulotnego i ledwie uchwytnego. Później jednak zapach zaczyna się oswajać i powoli odkrywa swoje wdzięki. Gdy noszę L'Antimatière najczęściej moja skóra pachnie czystością, zmysłowym i delikatnym piżmem,później wyczuwam zmysłowe ciepło, a na samym końcu zapach wydaje nieco pudrowe westchnienie. Bywają jednak dni, kiedy zapach zupełnie inaczej się układa, co nie znaczy wcale, że gorzej. Nie potrafię inaczej czy dokładniej opisać tego zapachu, bo wciąż jest dla mnie intrygującą zagadką i zmyslową tajemnicą. Chciałoby się rzec: to trzeba poczuć na własnej skórze.
Teraz sama nie wierzę w to co piszę: podoba mi się. Mnie- zwolenniczce cięższych, bogatych zapachów! Jednak ta aura, którą kreuje zapach wokół osoby która go nosi, jest niesamowita. Mimo, że sam zapach wydaje się być niewyczuwalny, to nie pozostawia animnie, ani otoczenie obojętną. Niby nie pachnę, a wprawiam w zachwyt otoczenie i mnie samą. Wyczuwalna jest specyficzna atmosferę intymności, ale także tajemniczości.
An invisible ink that leaves a trace, Foreseen rather than felt, Persistent Yet whispered, Like a creased bed linen scent wandering along your curves...
Wspaniały, niezwykle trafny opis zapachu. Faktycznie prześlizguje się po skórze zostawiając niewyraźny, ale za to jak bardzo niepokojący ślad. Niczym ulotny zapach kochanka, który zostaje na naszym ciele. Zresztą L'Antimatière jest według mnie niezwykle erotycznym zapachem.
I tak po raz kolejny zostałam złapana w sidła niezwyklej czarodziejki Isabelle Doyen, która jest kreatorką i tych perfum.