QUERELLE Nuty: drzewo cytrusowe, kminek, mirra, cynamon, wetiwer, kadzidło, mech dębowy, ambra. Dla moich uszu brzmią jak poezja, intrygują, kuszą, wiele obiecują. Zapach inspirowany szokującą powieścią Querelle z Brestu Genet Jean, której strony udało mi się przerzucić, jednak całość była dla mnie nie do strawienia, więc nie mogę napisać, że przeczytałam. Mam wrażenie, że ten zapach jest jedną wielką prowokacją, taką samą jak, w moim odczuciu, jest i książka. Jeśli miał mnie zszokować, zniesmaczyć, odepchnąć, to Querelle swój cel osiągnęły. To intensywny zapach, klimatem przypomina mi zapachy z lat 80-tych. Niewiele mogę o nim napisać, bo mój nos nim umęczony odmawiał posłuszeństwa, co nieco jednak udało mi sie wyłowić. Pierwsze nutki bardzo słodkie, nieco landrynkowe. Sztuczne. Później zdołałam wyodrębnić z garstki przypraw trochę kminku i lichutki cynamon. Jakieś kwiaty również się pojawiają, ale mam wrażenie, że ich naturalny zapach wspomożono czymś sztucznym. Tylko tyle zdołałam sobie przyswoić.Czy odnajduję w nim erotyzm? Bynajmniej. Fizjologię? Również nie. Dla mojego nosa jest karykaturalnie przerysowany i nieprawdziwy.
BOIS DE COPAIBA OMG!!! Nie, nie i jeszcze raz nie! To dla mnie niezrozumiała mieszanka amaretto, imbiru, nut drzewnych i sztucznej słodkości. Wszystkie składniki, w stężeniu ogromnym, wymieszano i powstał zapach, który 30 lat temu ze względu na swą intensywność i siłę rażenia odniósłby ogromny sukces komercyjny. Otwarcie przypomina nieco Sira des Indes Jean’a Patou- sztuczne owocowo-kwiatowe nuty, dla mnie absolutnie nie do przebrnięcia. Mahoń i sandałowiec zostały w tym zapachu uśmiercone. Szkoda.
BOIS BLOND Nie zachwycił mnie i ten zapach, ponieważ odnajduję spore powinowactwo do Cedre Sandaraque oraz Aomassai, które również nie trafiły do mojego serca. Te trzy zapachy brzmią na mojej skórze podobnie, zbyt podobnie. Wyraźnie czuję znajome osłodzone karmelem wenge i cedr. Bois Blond jako kolejna wariacja na temat, nie opowiedziały mi więc żadnej historii, bo szczerze mówiąc, nawet nie chciałam jej w nich odnaleźć. Zupełnie nie rozumiem po co stworzono trzy tak podobne zapachy... Chociaż z drugiej strony to nie pierwszy przypadek w dziejach perfumiarstwa, a ich wielbiciele muszą być wielce ukontentowani.