
W zatęchłej, ciemnej piwnicy spowitej dymem kipi tajemnicza mikstura w metalowym kociołku zawieszonym nad prostym paleniskiem, w którym dopala się drewno. Rozczochrana wiedźma w brudnych łachmanach uwija się wokół kociołka i wrzuca do niego garść ziaren kawy, tabliczkę ciemnej czekolady, kilka strąków wanilii, posypuje wszystko pieprzem i zalewa tajemniczym olejem. W nos bucha zapach słodyczy typowej dla zapachów PG, ciemnej, gęstej, oplatającej. Wszystkie składniki docierają do nosa jakby falami. Niestety, zarówno kawa, wanilia jak i czekolada są oblepione tłustą masą, która sprawia, że w niczym nie przypominają tak powszechnie znanych składników perfum. Wszystko spowite jest wyczuwalnym obłokiem palonych konopii. Powstała mikstura, którą ochrzczono nazwą Cozé, jest mroczna, gęsta i nieco przerażająca. Lubię zapachy niekonwencjonalne, rozumiem też chęć pokazania przez twórcę pokazania słodyczy od innej strony i próby łączenia jej z drewnem. Cóż, mój nos te koncepcje nie przekonały.
Nuty: olejek z nasion konopi, pieprz, ziele angielskie, kawa, heban, gorzka czekolada, strąki wanilii.