Olfaktoryczne podróże
Blog > Komentarze do wpisu

Parfums M. Micallef Les Exclusifs PATCHOULI

PatchouliMoja droga do odnalezienia mojej paczuli była długa i kręta, często kończyła się w ślepym zaułku. Dowiedziałam się jednak kilka ciekawych rzeczy o sobie i paczuli. Tak więc ugięłam się pod ciężarem kultowego Bornego 1834, w którym palone liście paczuli mieszają się ze spalonym kakao i powstaję gęsta, ciemna ściana dymu. Póżniej lawirowałam pomiędzy różnymi odmianami ziemisto-piwnicznej paczuli i doszłam do wniosku, że tego również nie szukam. Pierwszą paczulą, która przyjęłam bez zastrzeżeń była ta w Pradzie Intense – mroczna, tworząca doskonały mariaż z czekoladą. Jednakże dalej poszukiwałam zapachu stricte paczulowego, który zagrałby idealnie na mojej skórze. W końcu znalazłam – Patchouli M. Micallef.

kotNie zmieniłabym w niej ani jednej nutki, jest doskonała. Arystokratka wśrod paczulowych perfum, aksamitna, doskonale ułożona. Jest bardzo kocia. Prześlizguje się po skórze bezszelestnie i z ogromną gracją. Miękka, spokojna, puszysta i ciepła, mam wrażenie, że słoneczna, a już z pewnością daleko jej do jakiejkolwiek piwniczności. Mości się idealnie na skórze, niemal się z nią stapiając i mruczy leniwie długie godziny. Jednak za jej prawdziwie kocią naturą przemawia to, że odnajduję w niej zapach wygrzanego na słońcu futerka kota. I tak samo wtulam z lubością nos w nadgarstek, jak uwielbiam przytulac twarz do takiego futra. Chciałoby się wręcz zamruczeć... Mrrr...

Nuty: liście fiołka, olejek paczuli, wanilia, czystek, białe piżmo, ambra

 

niedziela, 30 marca 2008, labareda

TrackBack
TrackBack URL wpisu: