Blog > Komentarze do wpisu
Thierry Mugler A*MEN PURE COFFEE
Z zaciekawieniem czekałam na nowe dzieło Mugler’a. Nie wiem dlaczego, ale często spodziewam wszystkiego najlepszego po zapachach, które mają obiecujący skład. Zawsze staram się podchodzić do testów z pozytywnym nastawieniem. Tutaj spodziewałam się, nie ukrywam, czegoś na miarę New Haarlem.
Jacques Huclier daje nam dokładnie to, co obiecuje w nazwie – filiżankę gorącej, ciemnej, mocnopalanej kawy z odrobiną mleka i posypanej z wierzchu startą, gorzką czekoladą. Gdzieś zapodziały się nuty klasycznego A*Mena, zapach kawy dominuje nad całością i tłamsi z sadystyczną przyjemnością inne nuty, które nieśmiało popiskują w tle. Zapach kawy jest miłym aromatem, który uprzyjemnia mi wiele chwil dnia codziennego. Jednak o ile w połączeniu z lawendą w New Haarlem nuta kawy podkreślała jej piękno, była czymś nowym i ekscytującym i miłym dla mojego nosa, to w A*Men Pure Coffee po prostu mnie nuży. Ładne otwarcie niczym aromat unoszący się nad parującą filiżanką mogłoby być wstępem do pokazania innych
nut w kombinacji z kawą, ale niestety nic takiego nie następuje. Jest tylko kawa, kawa, kawa... Odbieram ten zapach niemal jako klasyczny jednonutowiec. I mogłabym zasnąć z nudów nad tą filiżanką dobrej, ale pitej cały dzień kawy. Nie oznacza to, że sam zapach jest brzydki. Nie jest, szczególnie ukontentowane mogą być wszyscy wielbiciele kawy w perfumach. Ja po prostu oczekiwałam kawy z twistem, a więc niejako rozczarowanie bierze górę nad odbiorem całego zapachu i mogę go ocenić jedynie jako poprawny...
sobota, 29 marca 2008, labareda