Szczerze mówiąc zapachy marki Bond No 9, amerykańskiego odpowiednika marki Creed, nie zachwyciły mnie, jest jednak wśród nich jedna perełka godna uwagi i jest nią New Haarlem właśnie. IMHO najbardziej udany zapach, a jego twórcą jest Maurice Roucel . Zacznę od ogólnej impresji: ładne opakowanie, solidne pudełko przypominające takie, w które pakowane są kosztowności. Sam flakonik nie jest jednak zgrabny, a 100-mililitrowy jest wręcz nieporęczny. Mogę to jednak wybaczyć, jeśli zawartość jest ciekawa i w tym wypadku tak właśnie jest.
Doskonale mogę sobie wyobrazić, że tak pachnie w jednej z nowojorskich kafejek otwartych 24/7. Na dworze pochmurnie, na niebie pierwsze przebłyski nadchodzącego świtu, jest wcześnie rano i ulice są jeszcze prawie wymarłe. W kafejce jest przytulnie i mrocznie, na ścianach stara drewniana boazeria z tandetnymi obrazkami, na stoliczkach malutkie lampki rzucające wątłe światło. Jednak to, co przyciąga ludzi do tego miejsca to przepiękny zapach mocnej i świeżej kawy- ratunek dla jeszcze nieobudzonych i dla tych, którzy zasnąć jeszcze nie chcą, wolą odsunąc od siebie wizję przewracania się w łóżku i nocnych koszmarów. Milcząca kelnerka zawsze chętnie dolewa kawy z
wielkiego parującego dzbanka, na życzenie dodaje śmietanki i brązowego cukru. Jedynym zaskakującym elementem w tym przybytku zagubionych nocnych dusz jest wazon z kwiatami ustawiony na bufecie i stanowiący jedyną kolorową plamę w dosyć ponurym krajobrazie. Do zwykłego kamiennego wazonu ktoś, być może w przypływie jakieś radosnej chwili, wstawił sporą naręcz lawendy i bliżej niezydentyfikowanych zielonych liści. Delikatne kwiatuszki wydzielają intensywną, trudną do pomylenia woń, która w tajemniczy sposób komponuje się idealnie z zapachem kawy, którym przesiąknięte jest to miejsce. Gdy otwieramy popiskujące drzwi, to zaraz na progu uderza w nas owa piękna lawendowo- kawowa mieszanka. Wrażenie jest tak niezwykłe, że trzeba przystanąć na progu i nasycić się nieco tym aromatem. Póżniej wystarczy poszukać wolnego miejsca, których nie brakuje o tej porze i zamówić specjalność kafejki, czyli filiżankę gorącej czarnej kawy ze śmietanką, do której sekretnie dodaje się nieco sproszkowanej czekolady, aby wyostrzyć nieco jej smak i szczyptę wanilii. Siedząc z twarzą zwróconą ku otwartemu oknu wyczuwamy w dochodzącym do nas łagodnym powiewie wiatru zapach delikatnych gałązek cedru, który rośnie nieopodal. Delektując się kawą ze świeżą gazetą w ręce można poczekać spokojnie na nadejście ranka. Co nam przyniesie ten nowy dzień?
Tak właśnie dla mnie pachnie New Haarlem, który w bazie osiada miękko na skórze przukurzoną, słodkawą paczulą i miękką ambrą.
Nuty: lawenda, bergamotka, zielone liście, kawa, drzewo cedrowe, ambra, wanilia, paczula, tonka.