Olfaktoryczne podróże
Blog > Komentarze do wpisu

Comme des Garçons KYOTO

 Kiyomizu Temple Kyoto

Kyoto wyszeptuje do nas nuty proste i dzwięczne, spokojne i harmonijne, bez zbędnej nachalności. Nie krzyczy do nas, że opowiada prawdziwą historię, tak samo jak stary buddyjski mnich o siwej brodzie nie będzie nas przekonywał do swoich prawd- raczej popatrzy na nas z uśmiechem i mądrymi oczyma da nam do zrozumienia, że jeszcze nie jesteśmy gotowi, aby je przyjąć.  Tak i ja musiałam dojrzeć, aby docenić piękno Kyoto. 

Kyoto to moja mentalna wędrówka do przycupnietej na zboczu góry i ukrytej za gęstymi drzewami drewnianej buddyjskiej światyni. To co mnie uderza to spokój i równowaga. Ciszę przerywa niekiedy skrzypienie wiekowych desek i cichy szelest szafranowej szaty mnicha. Powietrze wypełnia zapach kadzidełek palonych przed posągiem Buddy, skurzonych drewnianych desek i zapach cedru.

Ogród przy świątyniKyoto to poranny spacer krętymi drużkami po przyświątynnym ogrodzie. Jest mglisto, stosunkowo chłodno, promienie słońca nie przebiły się jeszcze przez gęste chmury wiszące ciężko nad ziemią. Wrażenie zimna potęguje delikatny chłód bijący od malutkiej sadzawki. Przez mgłę ledwo daje się dostrzec niewyrażny zarys cyprysów i wysokiego wetiweru, które przywiezione z daleka zostały posadzone skrzętną dłonią mnicha i piękniały przez lata rosnąc pod jego czujnym okiem. Z oddali dochodzi delikatny zapach kawy. Ktoś zapobiegliwy pomyślał, że po przechadzce z przyjemnością napijemy się czegoś ciepłego. Tak, z przyjemnością, ale jeszcze nie teraz, jeszcze nie teraz...

I tak zapędzamy się w coraz odleglejsze zakątki ogrodu pozwalając naszym myślom szybować gdzieś w niezgłębionych przestworzach a naszym nogom, nieść się coraz dalej, aby nasycić oczy jeszcze piękniejszymi widokami, które wyłaniają się przed nami za każdym zakrętem.

czwartek, 17 kwietnia 2008, labareda

TrackBack
TrackBack URL wpisu: