Olfaktoryczne podróże
Blog > Komentarze do wpisu

Comme des Garçons OUARZAZATE

CdG Ouarzazate

Rok oswajałam Ouarzazate. Umykał mi ciągle podczas pierwszych testów. Delikatnie wwiercał się w podświadomość, ale ciągle był niezdefiniowalny. W moim mózgu pojawiały się slogany: przyjemny, delikatny, ulotny... Nie mogłam go objąć swoim rozumem. W końcu został rzucony w kąt mojej pamięci i przeleżal tam zapomniany prawie 360 dni... I dobrze się stało. Jestem pewna, że nie odnalazłabym mojej prawdy o Ouarzazate.

Wspomienie o tym zapachu przyleciało wraz z pierwszą jaskółką tegorocznej wiosny, drążyło wolno, ale wytrwale myśl, aby do niego powrócić. Wróciłam. I doznałam olśnienia, a zachwyt wypełnił moją duszę.

Otwarcie raczej chłodne, chyba za sprawą wiązki wysuszonych ziół w której dominuje szałwia, a dodatkowo obsypanej gałką muszkatołową. Sekundy póżniej drobinki pieprzu zaczynają nas smagąc w twarz, czasami ucichną na chwilę, ale tylko po to, aby znowu sie poderwać do góry, zawirować w powietrzu i ze zdwojoną siłą zacząć swój taniec od nowa. Temperatura rośnie, pojawia się jasne, czyste kadzidło, które szaleje między konarami jakiegoś suchego, martwego drzewa, które straszy swymi kikutami na środku piaszczystej pustyni. Na złagodzenie tego smutnego obrazku dodano trochę wanilii....

Czasami wydaje się, że życie w Ouarzazate zamiera, pod wpływem gorąca zapach staje się na chwilę nieruchomy, więc śpieszę, aby go odnależć. Jest. Siedzi przycupnięty na nadgarstku, zbiera siły, aby powstać na nowo i znowu mnie zachwycić.

martwe drzewo

piątek, 06 czerwca 2008, labareda

TrackBack
TrackBack URL wpisu: