Olfaktoryczne podróże
Blog > Komentarze do wpisu

Comme des Garçons TEA

CdG TeaZapach z cyklu love it or hate it. Zupełnie obojętna na inne twory z serii Leaves zapałałam uczuciem do tego czarnego smolucha ukrywającego się w zielonym flakonie.  Nie jest to uczucie łatwe i proste, ale takie, które nabiera mocy i smaczku wraz z upływem czasu.

Przepis na Tea jest prosty.  To kilka łyżeczek czarnej herbaty zalanej wrzątkiem, koniecznie w blaszanym garnuszku. Nie dodano cukru ani miodu, jest tak gorzka w smaku, że niemal wywraca żołądek an lewą stronę i jest tak czarna, że można pomylić ją z kawą. Łyk tego szatańskiego naparu stawia na nogi szybciej niż mocne espresso i daje potężnego kopa na resztę pracowitego dnia. Oczywiście tylko tym odważnym, którzy zdołają ją przełknąć. Tea to zapach mężczyzny, czystego z natury, jednak teraz wybrudzonego smarem i smołą, ochoczo, ale równocześnie ciężko pracującego na kromkę chleba. W chwili wytchnienia przysiada na rozgrzanej słońcem oponie, której intensywny zapach unosi się w powietrzu. Ktoś w chwili natchnienia uczynił z niej rabatkę i w wypełnionym ziemią środku zasadził mały krzak róży, której słaba woń jest jakby tutaj pozornie nie na miejscu. Taki oto obraz maluje moja rozbrykana fantazja.

Później jest już znacznie bardziej dostępnie. Smolista herbata z delikatną cytrynową  nutą osiada na skórze, wciąż dymiąc, ale łagodniejąc pod wpływem różanej poświaty. Doskonale nosi się w upały i okrutne ranki, kiedy wzywani obowiązkiem próbujemy się obudzić i nie widzieć zapraszającego łóżka.

Nuty: czarna herbata, skórka bergamoty, płatki róży, drewno cedrowe, absolut maté

wtorek, 03 czerwca 2008, labareda

TrackBack
TrackBack URL wpisu: