Olfaktoryczne podróże
Blog > Komentarze do wpisu

Damien Bash LUCIFER No. 3

Lucifer No.3

Z Lucyferem oznaczonym numerem 3 spotkałam się po raz pierwszy w zeszłym roku. Było to spotkanie oczywiście całkowicie zaaranżowane i zaplanowane w szczegółach przeze mnie, nie mogło być mowy o żadnej przypadkowości. Powód prosty i oczywisty- fascynujące imię, które jest wspaniałą pożywką dla mojej wybujałej czasami wyobraźni. Spotkanie było na tyle fascynujące, że miałam ochotę na jeszcze, albowiem okazało się, że Lucyfer jest niezwykle interesującym dżentelmenem.

W tak zwanym międzyczasie, czyli od chwili, kiedy z ogromną przyjemnością sączyłam swoje próbki, a zagoszczeniem osobistego flakonu na mojej półce, czytałam rozmaite opisy tego zapachu i kompletnie ich nie rozumiałam. Po radę udałam się do mojej przyjaciółki noszącej Lucifera No 3 od zawsze. Początkowo zasugerowała, że rozbieżności być może są wynikiem tego, że zapach ten, niestety, ma bardzo brzydką właściwość, a mianowicie dosyć szybko się psuje i różnice spowodowane są tym, że testowano stary zapach. Na jakiś czas to wytłumaczenie zaspokoiło moją ciekawość, ale jakoś wracałam do tych opisów i twierdziłam nadal, że coś mi się nie zgadza. Nie rozumiałam skąd nawiązania do labdanum, którego w Lucifer No 3 nie ma. Na wielu perfumeryjnych stronach podana jest w składzie owa nieszczęsna żywica labdanum, w tym także na kultowych już basenotes . Skonsultowałam się z moją przyjaciółką, która z całym przekonaniem potwierdziła, że w Lucifer No 3 labdanum nie ma.

Okazuje się po raz kolejny, że jedna litera robi ogromną różnicę. W Lucifer No 3 mamy do czynienia z laudanum, potwierdzenie tego znajdziemy chociażby na stronie Damien Bash. Laudanum pierwszy raz wprowadzone w XVI wieku przez szwajcarskiego słynnego medyka, nazywanego również ojcem toksykologii o dźwięcznie brzmiącym nazwisku Paracelsus (BTW uwielbiam jego słynne powiedzenie: Co jest trucizną? Wszystko jest trucizną i nic nie jest trucizną. Tylko dawka czyni, że coś jest trucizną.). Kiedyś znane było pod różnymi postaciami, także pigułek, dziś kojarzy nam się głównie z opiumową nalewką alkoholową, w której znajdziemy również goździki, szafran i cynamon. Przez ponad trzy stulecia było złotym środkiem na wszystko, pomagało na każdą dolegliwość od apatii po problemy ze spaniem. Prawdziwe narzędzie diabła, pod wpływem którego powstawały wielkie dzieła między innymi tak znanych nazwisk jak Byron czy Dickens, jednocześnie porywało wielu w ciemne odmęty uzależnienia.

LaudanumJeśli miałabym Lucifer No 3 porównać do jakiegoś zapachu, to byłoby to właśnie Opium YSL i jego letnie limitowanki. Lucifer jest jak znacznie delikatniejszy, bledszy krewniak klasycznego Opium, a dla mnie osobiście również i bardziej nośny. Klasyczne Opium bardzo cenię, ale ze względu na intensywność zapachu rzadko mam dzień, aby je założyć. Lucifer No 3 ze swoim aromatem goździków, gładkim drewnem sandałowym idealnie nadaje się do noszenia na każdą okazję. Niezwykle uzależniający opiumopodobny zapach, przyjemnie otacza nosiciela złotawą poświatą przypraw. O kadzidle mogę powiedzieć bardzo niewiele, czasami gdzieś się pojawia, ale nie jest tematem przewodnim na mojej skórze, na której zdecydowanie dominuje orientalny mix przypraw, delikatnych kwiatowych nutek i mirry.

Nuty: Ylang-Ylang, kadzidło frankońskie, mirra, sandałowiec, elemi, laudanum

sobota, 05 lipca 2008, labareda

TrackBack
TrackBack URL wpisu: