Olfaktoryczne podróże
Blog > Komentarze do wpisu

Heeley FIGUIER

FigaLato latu nie równe. Zeszłego roku kochałam namiętnie figi w zapachach i byłam przekonana, że figowo będzie mi i w tym roku. Nie jest. Wiosną jeszcze  moja ręka chętnie sięgała po figi zaklęte w butelce, ale wraz ze zbliżającym się latem ochota pachnienia nimi dramatycznie malała. Dopiero niedawno zaglądnęłam do szafy ze skarbami  i do pudełka z próbkami w poszukiwaniu figi.  I tak przypomniałam sobie o Figuier Heeley’a.

Jeśli kiedyś napotkasz na swojej drodze drzewko figowe, najlepiej o poranku, kiedy liście mokre są jeszcze od  deszczu, to koniecznie podejdź bliżej i wtul twarz między gałązki. Ostry zapach świeżych listków figowych, bardzo zielonych i soczystych wypełni każdy zakamarek nosa. Weź do ręki listek figowy i rozetrzyj go w ręce... Tak właśnie otwiera się Figuier.  Na drzewie figowym Heeley’a znajdziemy i figi, ale są jeszcze zielone i niedojrzałe, nie wydzielają charakterystycznego, słodkiego aromatu. To zresztą  nie o nich jest opowieść, tylko o samym drzewie życia, wielkim, zielonym i rozłożystym, zapraszającym nas do odpoczynku w jego cieniu tak samo przyjaźnie, jak  wieki temu Buddę czy wilczycę Drzewo figowekarmiącą Romulusa i Remusa. Nie jest też to skomplikowana historia, kilkoma prostymi nutami, z gramem (dosłownie) słodyczy zabiera nas na przechadzkę po figowej plantacji, gdzie bez wstydu i bynajmniej nie okryci tylko figowymi listkami możemy upajać się pięknym aromatem unoszącym się w powietrzu.  

Jest to  opowieść jednak warta poznania, a może nawet zakupienia flakonu, szczególnie dla tych, którzy wolą raczej usiąść pod zielonym baldachimem figowych liści, aniżeli zajadać słodkie i lepkie od soku owoce.

Nuty: figa, liście figowe, biały cedr, limona

sobota, 26 lipca 2008, labareda

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: Groza, acmh139.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/05/15 00:07:58
Jestem oczarowana tą recenzją. Miałam ten zapach na sobie, kiedy czytałam, co napisałaś - i ujęłaś doskonale to, co w nim czuć.

Po pewnym zastanowieniu doszłam do wniosku, że rzeczywiście czuć, że ten zapach stworzył projektant wnętrz - to zapach idealny właśnie do wnętrz. Jest mocny, więc kiedy po jakimś czasie wróciłam do pokoju w którym wcześniej byłam - poczułam tam właśnie ten zapach. I był piękny. Kiedy więc piszesz, że Heeley kieruje się prostotą i piękną formą w tworzeniu swoich dzieł (designerskich) - to właśnie to było czuć w pomieszczeniu. Szczerze mówiąc pierwszy raz się spotykam z czymś takim, by zapach przywoływał na myśl wnętrze i ..ma moc jego "kreowania".

Bo jako perfumy jest to zapach bardzo dziwny i w sumie odrzucający - a okazji, by do nosić jest bardzo mało. A dla zwyczajnego człowieka zapach ten pasuje do jednej tylko okazji - kiedy jest sam, bo mija parę godzin, zanim ten zapach zrobi się lżejszy i nie tak gorzki.

Na pewno jednak jest wart poznania - właśnie na takie zapachy warto polować.