Olfaktoryczne podróże
Blog > Komentarze do wpisu

Heeley SEL MARIN

MuszleDla wszystkich tych, którzy tęsknią za zapachem morza i powietrza po sztormie, kiedy to cząteczki ozonu wirujące w powietrzu wydają się tak mocno wyczuwalne, że aż prawie widoczne gołym okiem – Heeley zamknął ten zapach we flakonie i nazwał go Sel Marine (Sól Morska). Pierwsze skojarzenie nasunęło się samo- Rain Demeter, zapach tak samo mocno naładowany ozonem, z tym, że Heeley dobrał do skomponowania składniki szlachetniejsze, bardziej cieszące nos. Dla mnie Sel Marine to zapach plaży, tuż po sztormie. Drewno na plażyHoryzont jeszcze jest gniewny, chociaż morze znacznie spokojniejsze, a piasek usłany morskimi skarbami. Zapach mokrego piasku, wilgotnych i błyszczących muszli, nabrzmiałych wilgocią kawałków mokrego drewna, które przydryfowało z daleka i wreszcie znalazło swój port docelowy. I my przycupnięci nieśmiało na piasku, wdychający głeboko w płuca chłodne, rześkie, słonawe powietrze z zieloną nutką trawy morskiej.

Dla mnie osobiście zapach nie do noszenia, chociaż podziwiam wierność z jaką twórca próbował oddać morskie klimaty. Po prostu nie mam ochoty na zapach morza w butelce, bo wolę spacery po prawdziwej plaży, do której zresztą mam niedaleko. Mój umysł zmęczony codziennymi sprawami nie chce już malować żadnych obrazów, szczególnie, gdy natura zrobiła to milionkroć lepiej. I nie znoszę takiej dawki ozonu. W perfumach oczywiście. 

Nuty: cytryna, sycilijska bergamota, sól morska, wodorosty, wetiwer, brzoza, cedr

niedziela, 27 lipca 2008, labareda

TrackBack
TrackBack URL wpisu: