Olfaktoryczne podróże
Blog > Komentarze do wpisu

Profumum SANTALUM

sandałowiec variaOd kilku miesięcy rozmyślam już na Santalum Profumum. Na razie wysuszam próbki i ciągle zadaję sobie pytanie, czy naprawdę chcę, co jest w tym zapachu, że sprawia, że dosyć często do niego wracam.

W zasadzie mogłabym napisać, że to prosty zapach. O ile niezbyt ufam podawanym nutom, bo wierzę, że zawsze coś jest ukryte, to w tym wypadku poza drewnem sandałowym, mirrą i cynamonem naprawdę nic innego nie czuję.

Drewno sandałowe jest aktorem pierwszoplanowym, mocne, intensywne, aromatyczne. Uderza w nos świeżością dopiero co ściętego drzewa, zapachem, którego nie można zapomnieć. Ale to chwila. Później mój świeżo ścięty pień zostaje szybko przerobiony na szkatułkę lub fantazyjną komódkę, w której ktoś ukrył świeże laski cynamonu. Po co? Nie wiem, ale było warto.  Bardzo podoba mi się przyprawienie cynamon z Ceylonupopularnego w zapachach drewna sandałowego cynamonem, który w znaczny sposób podkręca temperaturę zapachu, dodaje mu także ostrości. Doskonale podkreśla słodkawo-korzenny aromat drewna. Dzięki temu nie jest to kolejny sandałowy zapach, to inny sandałowy zapach. Bardziej pyszny i bogaty. Delikatny zapach mirry osnuwający całość dodaje dodatkowej wyjątkowości.

Czy zapach, który zawiera cenne drewno, którym mirrazachwycił się już król Salomon, najstarszą przyprawę świata, którą znali już w Starożytności Egipcjanie, czy drogocenną mirrę, może być prosty? To bogata, przepyszna olfaktoryczna uczta zamknięta w jednym flakonie.  Cynamon, mirra i drewno sandałowe.

A wracając do postawionego sobie na początku pytania... Tak, chcę. I zapisuję Santalum na liście zapachowych marzeń do spełnienia. Być może nie już, ale kiedyś z pewnością.

 

środa, 16 lipca 2008, labareda

TrackBack
TrackBack URL wpisu: