|
Blog > Komentarze do wpisu
L'Artisan Parfumeur TIMBUKTULubię wyobrażać sobie zapach. Nuty oczywiście również mają znaczenie, ale często wpływ na moje wyobrażenia ma chociażby nazwa. Timbuktu. Do dziś spierają się naukowcy, co ma ona oznaczać. Jednak bez względu na to, czy oznacza ona małą wydmę, zagłębienie między wydmami, czy też miasto zbudowane wokół studni należącej do kobiety o imieniu Buktu, to nazwa mnie przyciąga, fascynuje i urzeka. Zresztą nie tylko nazwa, ale i samo miasto leżące u bramy Sahary, Błękitni Ludzie Pustyni – Tauregowie koczujący w jego pobliżu, gliniane meczety, które cudem przetrwały próbę czasu, szelest drogocennych manuskryptów... Czyż trzeba więcej, aby rozpalić wyobraźnię? Popłynęłam na falach marzeń i skojarzeń. Wyobrażałam sobie zapach suchy jak wiór, gorący, z ziarnami piasku wirującymi w powietrzu, z echem gwaru na Grand Marche i aromatem egzotycznych przypraw tam sprzedawanych... Sporadyczne plamy zieleni odcinają się nieśmiało od żółtego koloru, bo rośliny nie maja prawa przetrwać, kiedy pali je niemiłosiernie mordercze słońce. Atmosfera miała być prawie taka, jak w piosence mojego ukochanego The Police Tea in Sahara (Timbuktu). Wyobrażenia często mijają się z prawdą. Lecz tym razem te rozbieżności pomiędzy moją fantazją, a tym, co odkrywam w zapachu nie są zbyt wielkie, nie są również dla mnie ani bolesne ani dotkliwe. Zapach Timbuktu, który stworzył Bertrand Duchaufour to mój prywatny Wusulan, odrobina magii zaklęta w kropli zapachu. To odkryta, wielka przestrzeń, pokryta zielenią o pięknym odcieniu i zapachu. To nie jest zwykła trawa, to misternie upleciony kobierzec, w który wpleciono zioła i przyprawy, a dla osłody rozsypano po nim kilka garści owoców. Zapachowy zielnik jest tak świeży, wilgotny i soczysty, że nie można się oprzeć, aby położyć się na chwilę i wtulić twarz między zielone źdźbła i łodygi, poczuć oddech wilgotnej, ciepłej ziemi. Kiedy słońce zaczyna prażyć coraz mocniej w powietrzu wyczuwa się kardamon, pieprz i wirujące ziarna piasku, które powoli pokrywają kurzem krajobraz. To raczej tętniąca życiem zielona oaza, a czy za jej murami jest pustynia? Nie wiem. Trochę piasku nie czyni pustyni, a ciepłe promienie nie zmuszają mnie do ucieczki. Mimo to chętnie wędruję karawaną Duchaufour'a do jego Timbuktu. Szczęście można znaleźć w najmniejszym ziarenku pustynnego piasku. Tak, ja je odnajduję, kiedy noszę ten zapach. I chociaż wizja Duchaufour’a bardzo mi odpowiada i zapada mi głęboko w serce, to kiedyś wybiorę się do Mali, odnajdę Perłę Pustyni na skraju Sahary i czy wśród szelestu manuskryptów czy błądząc między wydmami odnajdę moje Timbuktu.
Nuty: mango, jagody, różowy pieprz, kardamon, kwiat karunde, drewno papirusa, kadzidło, mirra, wetiwer, paczula, benzoin niedziela, 10 sierpnia 2008, labareda
TrackBack
|