Olfaktoryczne podróże
Blog > Komentarze do wpisu

Montale - podejście numer 1

www.profumo.blox.pl/html

Amandes OrientalesGinger Musk

Nie miałam do tej pory śmiałości, aby zmierzyć się z zapachami Montale. Nie ukrywam, że głównie przerażą mnie ilość zapachów, jak i design flakonów, za którym nie przepadam.

Zupełnie przypadkiem znalazły się wśród moich próbek dwa zapachy Montale, a że ma ostatnio ochotę na testowanie, więc stanęłam zwarta i gotowa stawić czołu zapachom ukrytym pod nazwami Amandes Orientales i Ginger Musk. Ośmieliły mnie również migdały i imbir, które lubię, więc spędziłam kilka dni w towarzystwie tych dwóch zapachów.

Amandes Orientales (nuty: opiekane migdały, absolut wanilii) – pierwsze sekundy to świeże migdały, jeszcze nieobrane, ponieważ wyraźnie czuję zapach brązowej skórki. To tylko chwila i migdały zostają wrzucone na patelnię wprost do lekko przypalonego karmelu. Zapach migdałów staje się bardziej chemiczny, przypomina bardziej olejek do ciast o aromacie identycznym z naturalnym, a nad całością unosi się lekki swąd spalenizny. Mimo, iż migdały bardzo lubię, to nie sięgnęłabym po tak przygotowany deser. Swoich faworytów w kategorii „migdał” już ma i to zarówno w formie doustnej, jak i naskórnej. Sam zapach, jak nietrudno się domyślić, nie rozwija się jakoś szczególnie, na próżno również szukałam w nim wanilii, której ślad ginie w przypalonym, skarmelizowanym cukrze. Amandes Orientales nie wywarły na mnie żadnego wrażenia, chociaż były mniej męczące niż się spodziewałam (tu muszę wspomnieć, ze trwałości nie można im odmówić), nie były również deserowo słodkie. Ot taki sobie zapach.

Ginger Musk (nuty: piżmo, jeżyna, czerwone owoce, białe piżmo) zaintrygował mnie bardziej, spodziewałam się mocnego imbirowo-przyprawowego zapachu z wyrażną piżmową nutą. Tylko jedno moje oczekiwanie się spełniło - zapach jest intensywny i długotrwały. Ginger Musk jest o wiele słodszy, niż sie spodziewałam i ta właśnie landrynkowa słodycz zabija na mojej skórze zapach imbiru, trudno również odnaleźć mi same owoce. Sam zapach może się podobać, jest bardzo perfumeryjny, jednak nie tego, szczerze mówiąc, oczekiwałam. Tak to już jest jednak, kiedy oczekiwania różnią się kompletnie od rzeczywistości, która nas spotyka.

Podsumowując – znowu bez rewelacji, co znaczy tylko, że Black Aoud i Red Aoud wyłuskane wśród przerażającej liczby zapachów z nutą aoud spadają z listy zapachów do przetestowania. Na dłuższy czas.

poniedziałek, 04 sierpnia 2008, labareda

TrackBack
TrackBack URL wpisu: