Olfaktoryczne podróże
Blog > Komentarze do wpisu

aroma M GEISHA NOIRE Eau de Parfum

www.profumo.blox.pl/html

 

Geisha Noire Eau de ParfumZa nazwą aroma M kryje się malarka Maria McElroy. Japonię ukochała szczególnie, nie tylko dlatego, że tam poznała swojego obecnego męża Shinya Yokota , z którym w 1995 założyła firmę aroma M, ale tam również zgłębiała między innymi tajniki masażu shiatsu, uczyła się ikebany, ceremonii zaparzania herbaty, gry na koto. Posiadła więc wszystkie umiejętności, którymi powinna wykazać się każda każda szanująca się gejsza. Obok malarstwa i szeroko pojętą kultura japońską kolejną namiętnością Marii McElroy są zapachy, studiowała więc aromaterapię w Australii i Kodo - starożytną sztukę palenia kadzidła w Japonii. Przesiąknięta klimatami kraju Kwitnącej Wiśni Maria McElroy nazwała swoją pierwszą linię zapachową Geisha. Czyż mogło być inaczej?Swoją wiedzę z zakresu aromaterapii i kodo wykorzystała do wykreowania zapachów zamkniętych we flakonach Hatsumomo z pokrytych wzorem przeniesionych z jedwabnych kimono. Jak sama mówi, jej zapachy nie tylko pachną, ale niwelują codzienny stres i poprawiają samopoczucie.

Poznałam do tej pory tylko jeden zapach aroma M - Geisha Noire, ale powiew wschodniej egzotyki oczarował mnie na tyle, że mam ochotę poznać pozostałe kreacje Marii McElroy, jestem również zaciekawiona zapowiadanym męskim zapachem, który podobno został zainspirowany Turcją.

Wracając jednak do Geisha Noire...

Z informacji znajdujących się na stronie aroma M dowiedziałam się, że zapach ten ma pomagać zwalczać stres, oczyszczać umysł, pomagać w modlitwie czy medytacji. Szczerze mówiąc nie wiem, czy prawda lub kolejny dodatkowy wabik, chwyt reklamowy. Skupiłam się na samym zapachu o pięknych nutach ambry, tonka i drewna sandałowego. Chociaż... Może to nieprawda, jakoś nie potrafię myśleć o tym zapachu jak o czystym i niewinnym, gdzieś pod powierzchnią drzemie ukryty erotyzm i kusząca seksualność. To nie jest dobra i niewinna Sayuri z “Wyznania gejszy”, to raczej Hatsumomo – oszałamiająco piękna, z charakterem pełnym skaz, a jednak wielce pożądana i podziwiana przez mężczyzn. To szelest jej kimona burzył krew w męskich żyłach, a taniec pozostawiał widzów w niemym zachwycie.

Gong Li (Hatsumomo Słodkawa ambra ze szczyptą wanilii układa się miękko na mojej skórze, ugładzona przez sporą dawkę piżma. Gdzieś w tle błąka się śladowa ilość drewna sandałowego. Przyznaję, że połączenie tych ambry i piżma działa na mnie wybitnie stymulująco. To dla mnie superafrodyzjak, tak więc nie przeszkadza mi pudrowy, momentami bardzo pudrowy, charakter zapachu.

Tajemnicą więc dla mnie pozostanie, jak ten praktycznie linearny, dwuskładnikowy zapach, po łapczywym zużyciu dwóch próbek, wkradł się w moje łaski i znalazł się w pierwszej dziesiątce zapachów pożądanych.

środa, 06 sierpnia 2008, labareda

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: Ola, 088156212053.radom.vectranet.pl
2009/04/01 15:34:50
Czy da się zamówić próbki nie płacąc przelewem?