Jubilation XXV to dla mnie mistrzostwo w najlepszym stylu Duchaufour'a. IMHO, jak dotąd, najlepszy z zapachów luksusowej marki Amouage, której inne zapachy uważam za bardzo przeciętne i mimo olśniewających flakonów zupełnie niewarte swojej ceny. Lekkie, delikatne i prawie niejakie poprzednie zapachy Amouage pozwalają jednak tym bardziej docenić niezwykłość wydarzenia, jakim są Jubilation XXV i sprawiają, że te ostatnie warte są jednak każdego wydanego na nie grosza.
Dla mnie to jeden z kompleksowych zapachów, którego nie mam ochoty ćwiartować na kawałki. Często przy opisywaniu zapachów brakuje mi w języku polskim prostych i akuratnych wyrazów, określających „wszystko”, a które bez problemu znajduję w języku angielskim i bardzo pasują mi do opisu danego zapachu nie tylko ze względu na znaczenie, ale także i ze względu na brzmienie. Tym angielskim słowem określającym dla mnie idealnie Jubilation XXV byłoby „smooth”.
Jubilation XXV to gładka, płynąca równym strumieniem rzeka zapachu, nic nie odstaje na powierzchni, wszystko idealnie zgrane i podążające jednym nurtem. W Jubilation XXV odnajduję moc pięknego gwajaku, który żyje na skórze i zaskakuje mnie swoją mocą, wreszcie udało się komuś zawrzeć drewniane jestestwo tego pięknego drzewa. Gwajakowa nuta wije się zgrabnie wśród pachnących, dorodnych owoców, bardzo soczystych i dojrzałych, takich, które nie są ani za słodkie, ani za cierpkie, a wabią nas swoim aromatem i kuszą, aby wyciągnąć po nie rękę i wgryźć się w ich miąższ.Pod korą zapachu bulgocze gdzieś kadzidło, ale nie jest ono tematem pieśni na cześć jubileuszu Amouage. Raczej wyczuwam drzemiącą potęgę żywic, które podkręcają temperaturę zapachu uwięzione pod stosem drewnianych nut. Początkowo zapach wydaje się być jasny i świetlisty, wypasiony na słońcu, ale wraz z upływem dnia jego świetlistość gaśnie i staje się coraz bardziej mroczny, coraz bardziej gęsty, aby wreszcie zasnąć na naszej skórze cichutko nucąc piosenkę na dobranoc.
Nie ukrywam, że czekam teraz ze zniecierpliwieniem, aby poznać męską wersję Lyric, szczególnie, że róża ostatnio staje się zaskakująco często przedmiotem mojego zainteresowania...
Taka dygresja nie na temat, bo zapachu nie wąchałam, nie stać studentów na takie wyskoki. ; - )