|
Blog > Komentarze do wpisu
Annick Goutal Les Orientalistes AMBRE FETICHE
Chyba najdłużej kręciłam sie wokół Ambre Fétiche, którą ostatnimi dniami nosiłam dosyć często, dając jej raz po razie kolejną szansę. Kapryśna z niej bestia. Czasami potrafiła się rozwinąć na mnie tak ładnie, że marzył mi się w tych chwilach własny flakon. Początek zawsze kłóci się z moją skórą. Intensywna ziołowo - lekarstwowa mieszanka, o lekko gorzkawej nucie potrafiła mnie odrzucić, ale wynagrodzeniem była następna faza, kiedy do głosu dochodziły słodkawe żywice przeplatające się z miękką, miłą ambrą. To wystarczyło, abym uwierzyła w goutalowskie wizje orientu i zaczęła odbywać w marzeniach pasjonujące przechadzki po dalekowschodnich haremach lub podziwiała bogate wnętrza sułtańskich pałaców. Pojawiała się również wanilia, w ilości wystarczającej, nie za dużej i nie za małej, aby dodać smaczku całej kompozycji. O jakże pożądałam w tych momentach osobistego flakonu! Chociaż z pewnością nie tak bardzo, aby utożsamiać tą ambrę z prawdziwym fetyszem. Gdy zaś do głosu dochodziło zmysłowe piżmo- bywałam w siódmym niebie. Nie zawsze jednak bywało aż tak przyjemnie. Humorzasta ambra potrafiła czasami usiąść na mojej skórze gorzkawą lekartswową mieszanką niczym koszmar ze starej, ponurej apteki i tak zasiedzieć się na długie godziny, trwając w niezmienionej, przykrej postaci powodując z mojej strony jedynie niesmaczne komentarze i niezadowolone prychnięcia. Pozostaje mi więc mieć nadzieję, że kolejna propozycja, a mianowicie Musc Nomade sprosta moim oczekiwaniom i pokaże mi prawdziwe, fascynujące oblicze orientu. Nuty: ambra, kadziło frankońskie, labdanum, styraks, benzoin, absolute irysa, wanilia, skóra niedziela, 14 września 2008, labareda
TrackBack
|