Olfaktoryczne podróże
Blog > Komentarze do wpisu

Chanel SYCOMORE

wetiwerNie znam oryginalnego zapachu z 1930 roku i trudno powiedzieć mi, czy zyskał lub stracił na reformulacji dokonanej przez duet Jacques Polge i Christopher Sheldrake. Nie wiem, czy doświadczenia i wiedza, którą wyniósł monsieur Sheldrake podczas kreowania Vetiver Oriental miała tu jakieś znaczenie, ale faktem jest, że tym razem udało mu się współuczestniczyć w powstawaniu IMHO wetiwerowego Świętego Grala, którym dla mnie jest właśnie Sycomore.

Nie mam pojęcia, czy Earnest Beaux, twórca pierwszej wersji tego zapachu, byłby zadowolony z nowej-starej Sycomore, nie wiem, czy Coco Chanel nadal uważałaby je za najpiękniejsze perfumy z drewnianymi nutami, wiem jedno – ja chylę czoła przed twórcami.

Pierwsze sekundy zapachy, kiedy molekuły jeszcze siadają na skórze, dla mojego nosa są bliźniaczo podobne do Escentric01. Charakterystyczne wirujące w powietrzu cytrusy z pieprzem, radośnie ulatujące we wszystkie kierunki, aż ma się ochotę zmrużyć oczy, aby jakaś zabłąkana molekuła nie wpadła nam do oka. Wetiwer już kroczy, ale jeszcze jest niewyraźny, jakby za mgłą*. Zastanawiam się, czy tak może smakować wetiwerowa woda, którą przyrządzają w Indiach? Tak właśnie mogłabym sobie wyobrazić zapach unoszący się nad szklanką tego lokalnego specyfiku. Rozbrykane nuty nie trwają długo, bo czas na głównego bohatera. A więc mamy masę, masę zielonego wilgotnego i napęczniałego od wody, tryskającego świeżością i życiem, z charakterystyczna lekko cytrynową nutką. Znajduję również delikatne kwiatowe nuty, które stanowią coś na zasadzie kontrastu, podkreślają rześkość wetiweru i stanowią jego tło. Wkrótce jednak zapach porzuca zachwyt nad nadziemną częścią wetiwera i sięga dalej, do splątanych, mocnych korzeni. Mrocznieje przy tym, nabiera typowej dla wetiwera ziemistości i miesza się z zapachem świeżego igliwia oraz przysypanym warstwą ziemi drewnem. Właściwie to nie drewnem, a żyjącymi korzeniami drzewa, które splotły się z gęstą, podziemną siecią wetiweru. A wszystko to przetyka delikatna smużka dymu.

Niezwykły to zapach i cieszy mnie jego come back. W latach trzydziestych zeszłego wieku był niedoceniony i niezrozumiały, widać przerósł czasy o 80 lat. Zaczynają mnie cieszyć reformulacje. Dzięki nim możemy poznać poznać zapachy przedwcześnie pogrzebane, które teraz powołane do życia na nowo mogą nam dostarczyć dużo olfaktorycznych rozkoszy.

Nuty: wetiwer, drewno sandałowe, cyprys, jałowiec, różowy pieprz.

* Zastanawiam się, czy tak może smakować wetiwerowa woda, którą przyrządzają w Indiach? Kiedyś o tym czytałam i myślę sobie, że tak właśnie mogłabym sobie wyobrazić zapach unoszący się nad szklanką tego lokalnego specyfiku.

piątek, 19 września 2008, labareda

TrackBack
TrackBack URL wpisu: