|
Blog > Komentarze do wpisu
Donna Karan Essence WengeWengé jest drzewem rosnącym a Afryce, szczególnie w rejonach Zairu i Kongo. Drewno o ciemnej, piękne barwie używane jest do budowy instrumentów, statków, mebli. Tubylcy od tysiącleci używali tego drewna nie tylko w życiu codziennym, budując kanoe czy chaty, ale również do wyrobów rytualnych masek i posażków na cześć ich bogów.
Wengé to ciepły, nieco żywiczny zapach z błąkającą sie nutą kadzidła. Nieco słodkawy, ale nie pchnie dla mojego nosa słodyczą czekolady. Czy istnieje coś takiego jak drzewna słodycz? Słodycz pochodząca częściowo od żywicy, a częściowo od samego drewna. Raczej tak bym to widziała. Ta drewniana słodycz jest również przełamana czymś pikantnym, mocno przyprawowym, trudnym do zdefiniowania, co powoduje, że sam zapach ewoluuje raczej w mroczna stronę drzewa. Mam wrażenie, ze ten zapach żyje, pulsuje na skórze, zapuszcza w niej ciemne korzenie i biegnie później dalej wzdłuż żył, aż zamieszka każdy zakątek mojego ciała. Pozornie łagodny, szczególnie w bazie, która jest raczej kremowa, nie ma jednak natury udomowionego zwierzęcia, raczej warczy ze skóry i ostrymi mruknięciami ostrzega, że ukrywa pod swoją maską ukrywa wiele niebezpiecznych historii. Czarny obecnie, piękny flakon wydaje się idealnie współgrać z zapachem, oddając jego ciemną naturę. Samo drewno wengé w postaci korka uzupełnia również czarny flakon Lalique Encre Noire. Sam zapach uwielbiam nosić solo, czasami podprawiam nim również Black Cashmere, ale przeczucie mi mówi, że będzie świetnie komponował się również z lawendą.
poniedziałek, 22 września 2008, labareda
TrackBack
|