Olfaktoryczne podróże
Blog > Komentarze do wpisu

Gemma gemmarum

Są zapachy tak wygodne w noszeniu jak ulubiona koszula, a przytym tak szykowne, jakby ta koszula była uszyta z jedwabiu.

Takie są dla mnie Bois des Îles Chanel (w wersji EDT).

Ojcem tego zapachu wykreowanego w 1926 roku jest Ernest Beaux, a szczęśliwie zostały powtórnie edytowane w latach osiemdziesiątych. Chociaż nigdy nie zdobył aż tak ogromnej sławy jak słynna „piątka”, to przez wiele na przestrzeni kilku dziesiątek  lat są i były uznawane jako jeden z najpiękniejszych zapachów świata. Nawet ja, której perfumeryjne ścieżki nawet nie przecinają się z perfumeryjnymi kreacjami Chanel (jak do tej pory), dołączyłam do grona wielbicieli i to już jakiś czas temu. Dojrzewałam jednak do tego zapachu powoli, a całkiem niedawno poczułam się gotowa założyć tą zapachową chemise, która gładko i kremowo będzie ślizgać się po mojej skórze.

Bois des Îles układają się dyskretnie na skórze, wtapiają, zlewają się nie mal ze skórą w taki sposób, że po kilku godzinach noszenia jestem skłonna uwierzyć, że to naturalny zapach mojej skóry. Są tak intymne, że nadają się idealnie do dzielenia tylko z nosem kochanka sunącego po mojej skórze, jak cichy szelest pośpiesznie zsuwanego z ciała jedwabiu...

Bois des Îles nie krzyczą, tylko szepczą zmysłowo i wydają zmysłowe pomruki zadowolenia. Początkowo obecne migocące aldehydy ulatniają się dosyć szybko zostawiając miejsce dla delikatnej kwiecistej poświaty i delikatnego pudru, które dotykają pieszczotliwie mojej skóry. Kolejne strofy miłosnego poematu pisane są przez drewno sandałowe przyprawione szczyptą kardamonu i pieprzu, do których dołącza gładka wanilia. I tak trwają w miłosnym, cielesnym uścisku stając się coraz bardziej kremowe, coraz bardziej ciepłe i migoczące niczym złote ogniki, coraz częściej wzywające nos do poszukania ich na skórze.

Zapach, w którym nie odnajduję zgrzytów, absolutnie harmonijny, bez natarczywości aldehydów i słodyczy piernika. Prawdziwy klejnot.

Majstersztyk, który ostatnio najczęściej poznaje tajemnice mojej alkowy. Czysty i piękny. Mój.

I miałabym ogromną ochotę na czyste perfumy...

czwartek, 04 września 2008, labareda

TrackBack
TrackBack URL wpisu: