Olfaktoryczne podróże
Blog > Komentarze do wpisu

Il Profumo TOUAREGH

Touaregh miał na mojej skórze prezentować się tak:

 

A jest tak:

 

TouareghTouaregh nie ma nic z drapieżności. Jest gładki, ładny i wymuskany. To przede wszystkim różane płatki skąpane w morzy lawendy, przyprawione odrobiną gałki muszkatołowej. Niczym mężczyzna pretendujący do tytułu Gentlemana Roku zobowiązawszy się mną opiekować, nie opuszcza mnie ani an krok długie godziny. A więc znosi moją popołudniową krzątaninę, wieczorne ablucje (oczywiście stoi pod drzwiami) i nocna posiadówkę przed telewizorem, a potem czytanie książki do późna. I kiedy budzę się rano z głową na książce, z nadgarstka dobiega do mojego nosa wciąż ta sama lawenda zmieszana z różą. Nawet noc nie obudziła w Touaregh’u namiętnej, mrocznej paczuli, pozostaje wciąż taki sam: grzeczny i kulturalny, dochodzi tylko pieszczotliwa drewniana nutka i jakieś ciepło, coś na kształt grzecznej ambry.

Ostatnio zaczynam lubić lawendę na nowo, jednak ciągle mi bliżej do czystej, świeżej lawendy, niż tej w wydaniu Il Profumo. Niech więc Touaregh wychodzi z moim mężem na wieczorne drinki do pub’u, a mnie pozostawi samą sobie w domu.

piątek, 26 września 2008, labareda

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: Karuna, 80.68.125.226.karlsborgsenergi.se
2008/09/26 22:32:35
Interesujacy wpis:)
Hi, hi- wiesz, moim zdaniem nie jest tak zle. Ten "grzeczny" pan jest niczego sobie;)
A tak serio- od pewnego czasu staram sie nie precyzowac oczekiwan wzgledem poznawanych zapachow- oszczedzam sobie rozczarowan, poniewaz zazwyczaj czuje i widze oczami duszy mojej- cos zupelnie innego niz sugeruje marketing i sama nazwa.

-
2008/09/27 12:59:48
Ja ciągle "próbuję", ale słabo mi wychodzi;) Nawet jeśli nie czytam nut, recenzji, to już sama nazwa napędza wyobraźnię, tak jak w tym przypadku :))
W sumie- zapach nie jest zły- ale nie dla mnie. Z przyjemnością będę obwąchiwać męża tak pachnącego :), "ta lawenda" wydaje się bardziej pasować do niego.