Olfaktoryczne podróże
Blog > Komentarze do wpisu

Jo Malone DARK AMBER & GINGER LILY

Dark Amber & Ginger LilyJo Malone swój pierwszy sklep z zapachową linią wód kolońskich i świec otworzyła w 1994 roku i szybko zdobyła rzesze zwolenników nie tylko na rynku angielskim, ale także na całym świecie. Swoje zapachy komponuje tak, aby można było je mieszać zależnie od nastroju i okazji.

Dark Amber & Ginger Lily jest drugim zapachem z serii Kohdo Wood Collection. Pierwszy - Lotus Blossom & Water Lily, muszę przyznać szczerze, w ogóle mnie nie zainteresował.

Polubiłam już Geisha Noire, której kreatorka Maria McElroy  sporo czasu przeznaczyła na poznanie tajemniczej ceremonii Khodo poświęconej spalaniu kadzidła. Naturalnym więc było, że byłam ciekawa tej modernistycznej, jak sama Jo Malone mówi, interpretacji Khodo. Dark Amber & Ginger Lily ma być w opinii kreatorki zmysłowym i uspakajającą mieszanką, która dodaje poczucie spokoju. I tak właściwie jest. To nie jest zapach z gatunku mrocznych i niespokojnych, nie mam mowy o kłębach ciemnego kadzidła.

Pierwsze wrażenie podczas zetknięcia się z tym zapachem było uczucie, że nuty są mi bardzo znajome. Moje myśli poszybowały do Un Jardin Sur Le Nil, ta sama wilgotna zieloność i bagienne, nieco duszne klimaty. Wrażenie to szybko ulatuje, zostaje tylko powiew, ciepłego, bardzo wilgotnego, dusznego powietrza. Pojawia się i imbir, a raczej znajomy mi zapach świeżych, zielonych liści młodego imbiru hodowanego przeze mnie w domu przeplatający się ze szczyptą płochliwego pieprzu, który szybko umyka. Kolejne nuty przenoszą mnie do tajemniczego, nieco zaniedbanego ogrodu, gdzie w centralnej jego części znajduje się staw, którego lata świetności już dawno minęły. Konary drzew leżą zanurzone do połowy w wodzie, a zapach mokrego drewna unosi się wokół. O dawnym splendorze tego miejsca świadczą jedynie piękne lilie, które unoszą się na powierzchni wody. I wtedy pojawia się kadzidło, jasne i słodkawe, cienką smużką rozprzestrzenia się nisko nad taflą wody mieszając się z zapachem wodnych kwiatów.

Miejsce to mimo swej dzikości i pozornego bałaganu tchnie spokojem, przywołuje łagodnym szeptem myśli o przemijaniu, o tym, że nic nie jest wieczne i że trzeba łapać chwile, właśnie takie jak ta, aby nie przejść obojętnie obok cudownego krajobrazu, którego być może nie będzie nam już dane oglądać.

Zapach zdecydowanie warty przetestowania. Dla mnie osobiście nieco nostalgiczny i na specjalny nastrój.

 

czwartek, 11 września 2008, labareda

TrackBack
TrackBack URL wpisu: