Olfaktoryczne podróże
Blog > Komentarze do wpisu

Keiko Mecheri GENIE DES BOIS

Genie du BoisGenie des Bois miało z założenia mi się spodobać. To miał być mój dziki, leśny fiołek ukryty w poszyciu, a w tle miały cicho szumieć drzewa. Po raz kolejny marzenia nie zbiegły się z rzeczywistością, na mojej skórze niestety zapach nie zakwitł pięknymi fiołkami pozostawiając mnie lekko rozczarowaną.

Otwarcie uderza w nos słodyczą, ale nie są to łakocie po które chętnie sięgam i z radością noszą. Uderzają mnie bardzo chemiczną, sztuczną słodyczą, która jest podobna do zapachu nadzienia cukierków Nimm 2, a które kiedyś zajadałam z zatkanym nosem (smak uwielbiałam, ale zapach potrafił wywrócić mój żołądek na lewą stronę – do dziś mam uraz do sztucznego zapachu multiwitaminy). Ta słodycz trwa na mojej skórze, wydaje mi się, wieczność. Dopiero po kilku godzinach nieśmiało wychyla się fiołek, ale tak niepozorny i nieśmiały, że muszę go z uwaga szukać błądząc nosem po skórze. Eteryczny fiołek jest lekko pudrowy, ale tak wątły, że byle podmuch zdmuchuje go z mojej skóry. Gdzieś daleko w tle niewyraźne kontury drzew mi się rysują, a chemiczna cukrowość raz po raz się pojawia. Dopiero na samym końcu objawia mi się nieco chropowatego kory, za mało jednak i za późno, aby zapach został dla mnie uratowany. I właściwie na tym kończy się szmirowata, bez zupełnego polotu historia Genie des Bois na mojej skórze. Niczego mi ten las nie podarował, niestety.

czwartek, 25 września 2008, labareda

TrackBack
TrackBack URL wpisu: