Olfaktoryczne podróże
Blog > Komentarze do wpisu

Creed i ja

Creed – marka pozostająca w rękach tej samej rodziny, gdzie tradycja kontynuowana jest z ojca na syna, a jej początki sięgają 1760 roku. Nie jest o niej aż tak głośno w perfumeryjnym świecie, chociaż perfum tej marki używały koronowane głowy I ma za sobą już blisko 300 lat pięknej tradycji. To moja czarna plama w moim zapachowym rejestrze, zaczynam ją powoli odkrywać i smakować nuty zapachów zamkniętych we flakonach. Chociaż nie do końca mnie przekonują, to muszę przyznać, że jakość składników jest zachwycająca. I to jest ten czynnik, który powoduje, że mimo wszystko mam ochotę zacząć eksplorować Creed’a i na dwóch poniższych zapachach nie poprzestanę.

HimalayaHimalaya – pierwsze nuty zawitały na mojej skórze i pomyślałam: "To tylko dobra woda kolońska, nic ponadto". Jednak zaskoczyła mnie. Nie wiem, jak to możliwe, aby jeden zapach był jednocześnie kwaśny, niemal cierpki od cytrusowych soków, a jednocześnie słodkawy. Chłodny i orzeźwiający, a z drugiej strony ciepły i rozgrzewający. Taka wydaje mi się Himalaya. Jest gdzieś w niej powiew krystalicznego świeżego, chłodnego powietrza, które muskając skórę przyprawia nas o gęsią skórę, jednocześnie przywiewa zapach niepozornych, drobnych, zielonych roślinek, które trzymając się mocno skały opierają się niejednej zawierusze. Jest też ciepło ambrowo- piżmowego pledu, w który owijamy się i zasiadamy z kubkiem gorącego płynu bliżej ogniska. A kiedy w bazie pojawia się kremowo- miękkie drewno sandałowe, czujemy się swojsko i bezpiecznie, tylko czasami między szparami w drzwiach dolatuje do nas powiew zimnego powietrza.

Bois du PortugalBois du Portugal - ciepłe ambrowe nutki, przypominające mi ciemnobursztynowy rozgrzewający grog, później wyraźna pomarańcza, słodka i orzeźwiająca, która po chwili zaczyn kojarzyć mi się z typowo bożonarodzeniową pomarańczą, przyozdobioną goździkami i pyszniąca się na półmisku nieopodal zielonego drzewka. Nie wiem skąd takie skojarzenia u mnie, ale faktycznie tak czuję ten zapach, być może to specyficzny miks przypraw, który wyczuwam porusza w mojej głowie struny wspomnień połączone z okołogwiadkowym czasem. Później pomarańczowa kula blednie i tylko czasami rzuca złotawe refleksy na zielone cedrowe gałązki. Pojawia się też cień ambry- słodkawej, kojącej, bezpiecznej.Czy tak pachną lasy w Portugalii? Gdzieś ta wizja z moją osobistą ułożoną w głowie się rozmija, ale muszę przyznać, że zapach ma w sobie to „coś”. Nie jest to może wow faktor, ale potrafi zaintrygować.

środa, 08 października 2008, labareda

TrackBack
TrackBack URL wpisu: