Olfaktoryczne podróże
Blog > Komentarze do wpisu

Gdzie ten goździk?

GarofanoSwoją wizję goździka Lorenzo Villoresi zrealizował w zapachu Garofano. Od razu napiszę- nie ujęła mnie.

Garofano zaczyna się eksplozją bliżej niezidentyfikowanych kwiatów i mnóstwa, mnóstwa zielonych liści, które właściwie powinnam ująć jako pierwsze, bo to one rozsiadają się na mojej skórze najwcześniej. Tuż za nimi pojawia się dosyć intensywne geranium i spora dawka pieprzu. Tą stylizowaną mieszankę na stare, klasyczne perfumy, które przypominają mi coś na kształt kwiatów, które nie pachną jak kwiaty w asyście intensywnych, zielonych nut np w Bandit lub starych Guerlain’ach, które kiedyś przelotnie udało mi się powąchać. Takie perfumy trzeba lubić i umieć nosić – ja nie potrafię. Być może mój nos zmanierowany jest już współczesnym ujęciem kwiatów w perfumach, bardziej dla mnie „ludzkim” i bardziej „prawdziwym”, które mocniej trafia do mnie, chociaż i tak nie kocham kocham namiętnie czysto kwiatowych zapachów, (chociaż oczywiście zdarzają się chlubne wyjątki). Garofano będzie chyba bliższe wielbicielkom szyprów, tak mi się przynajmniej wydaje.

Na mojej skórze nie wyczuwam lawendy, ani róży, a moja cierpliwośc zostaje wynagrodzona, kiedy wreszcie pojawia się goździk. Jest malutki i trzęsący się na wietrze, chyba dlatego, aby go nieco podkręcić sypnięto sporą garścią pikantnych przypraw. Nie ma jednak siły przebicia po wyjątkowo mocnym otwarciu, wypada naprawdę bardzo blado i gdzież mu chociażby do Carnation CdG. Kiedy tak łagodnie sobie trwa na mojej skórze w asyście delikatnej wanilii, to robi się całkiem przyjemnie, szkoda, że mój nos musi przechodzić taką torturę podczas otwarcia.

Nuty: lawenda, nuty kwiatowe, zielone liście, gożdzik, jaśmin, róża, cynamon, cyklamen, ylang ylang, geranium, pieprz, heliotrop, wanilia, piżmo, cedr

środa, 29 października 2008, labareda

TrackBack
TrackBack URL wpisu: