Olfaktoryczne podróże
Blog > Komentarze do wpisu

Molinard HABANITA

Habanita

W 1921 roku działo się dużo w Polsce i na świecie. Urodził się Krzysztof Kamil Baczyński, na Śląsku wybuchło powstanie, Albert Einstein dostał Nagrodę Nobla, a pracowni firmy Molinard w Grasse farmaceuta stworzył Habanitę.

Otwarcie iście apteczne, ziołowo-owocowa nalewka sporządzona raczej bardziej dla kurażu, aniżeli dla wonienia, trudno jest więc odnaleźć tą garść owoców, której daremnie szukać pyszniącą się na paterze, siedzą sobie one skąpane w alkoholu, a dla lepszego kamuflażu jeszcze przysłonięte gęstą zasłoną słodkiego dymu z tabaki. Habanita ma mocny, szyprowy oddech, który wyczuwalny jest od samego początku, początkowo nieco straszy nas mocą mchu dębowego, później łagodnieje, ale raz po raz „chucha” w naszą stronę przypominając o swojej obecności.

Tak... Z pewnością kto raz spotka się z Habanitą już jej nie zapomni. Jej mroczny, zachmurzony wzrok i skórzany pejczyk w dłoni dogoni każdego i przygwoździ do podłogi swym ciężarem, jeśli nie jest gotowy na spotkanie z Mrokiem. W Habanicie nie ma ani najlżejszego promyka światła. Jest zadymiona, przykurzona, ale do twarzy jej w czerni. W środku chowa skrycie ciepłe ambrowe serce i trzepoczącą nieśmiało wanilię, co powoduje, że ciemność nie jest już taka straszna, ale otacza nas przyjemnie czarną kołdrą mroku. Ale psst... To jej najbardziej skrywany sekret.

Prawdziwy majstersztyk, czarna perła perfumiarstwa.

Nuty: bergamota, brzoskwinia, kwiat pomarańczy, malina, róża, jaśmin, ylang ylang, heliotrop, lilia, ambra, mech dębowy, skóra, vanilia, piżmo, drewno cedrowe
czwartek, 23 października 2008, labareda

TrackBack
TrackBack URL wpisu: