Olfaktoryczne podróże
Blog > Komentarze do wpisu

Morskie podróże z M. Micallef - część II

Pozostałe dwie kompozycje z serii morskiej M.Micallef zdecydowanie mniej przypadły mi do gustu.

Morze ŻółteYellow Sea faktycznie bije żółtym blaskiem. To kolejny zimno-ciepły zapach, przynajmniej ja go tak odbieram. Początek jest chłodny za sprawą cytrusowego otwarcia. Szczerze? Pachnie jak wiele wód kolońskich. Juz miałam go całkowicie skreślić, kiedy zaczyna nieśmiało, powoli rozchylają się niebiesko-fioletowe drobne płatki lawendy. Bardzo nikły to akord, ale pięknie komponujący się z cytrusami. Z każda minutą zapach robi się coraz cieplejszy i bardziej słoneczny. To ambra, ciepła, miękka i puchata, ja koc, który pozostawiony na dworze nagrzał się od słońca. W sumie mogłabym zaliczyć zapach do udanych, chociaż nie jest ani specjalnie nowatorki, ani awangardowy, gdyby nie castoreum. Nie lubię takich wynalazków w perfumach, oj nie.

Nuty: Bergamota, cytryna, lawenda, biały cedr, kadzidło, ambra, castoreum, benzoin

Morze BiałeWhite Sea najmniej podoba mi się z całej serii. Początek świeży, mocno wyczuwalna limona, a szczególnie jej skórka z gorzkim posmakiem i trącąca nieco chemikaliami. Pojawiająca się później mieszanka paczula, piżmo i duszący, mocno pudrowy irys nie przemawia do mnie. Zapach przypomina mi mocno perfumowane pudry do ciała o woni tak intensywnej, że niemal zabijającej wszystko w promieniu kilku metrów. I czyżbym wywąchała tam smużkę pleśni? Nie moja bajka.

Nuty: limona, paczula, gałka muszkatołowa, piżmo, szara ambra, irys

czwartek, 16 października 2008, labareda

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2008/10/19 12:17:53
Pomimo mojej sporej sympatii dla Micallefa jego Morza jakoś nie zainteresowały mnie do tego stopnia żeby zainwestować w próbkę. Czytam Twoje piękne opisy i chyba umocnię moje zdanie, że sztandarowymi akordami Micallefa powinny zostać aoud, wanilie i korzenności :)
-
2008/10/21 01:46:39
O to, to!
Chociaż ja zostawiłabym jeszcze Gaiac i Patchouli :D