Olfaktoryczne podróże
Blog > Komentarze do wpisu

Parfumerie Générale CUIR D'IRIS i L'OMBRE FAUVE

Ostatnio nie mam szczęścia do nowych testów. Nic mnie nie zachwyca na tyle, aby wpisać na listę must have. Jednak patrząc na to z innej strony – dobrze, że tak się dzieje. Mam czas, pokontemplować zapachy z mojego zapachowego zbioru, czasami odkryć je na nowo po raz drugi, piąty, dziesiąty...

Jednak nie o tym miało być. Przez kilka dni oswajałam się z zapachami Parfumerie Generale – L’Ombre Fauve i Cuir d’Iris.

Cuir d’IrisZ tych dwóch zapachów gorzej na mojej skórze wypadł Cuir d’Iris. Nowa, dopiero co wyprawiona skóra, z nad której unosi się „zapach” garbników. Właściwie mogłabym napisać, że dla mojego nosa temu „zapachowi” blisko do fetoru- tak bardzo nie lubię zapachu nowej skóry. Skórę jako materiał do wyrobu ubrań zaczynam lubić po kilku latach, kiedy ten specyficzny „zapach” wywietrzeje i nie jest już tak intensywny. Skóry do wyrobu mebli nie polubię nigdy, nie mogłabym wypoczywać na czymś takim przez dobrych kilka lat, poza tym ziębi zima, parzy latem... A więc taką skórę znajduję w Cuir d'Iris, dodatkowo hojnie okraszoną irysowymi kłączami, błotnymi i ziemistymi. Zupełnie nie moja bajka.

Nuty: kardamon, irys, skóra, drewno, wetiver, Rizophora tannin, ambra, kadzidło

L’Ombre Fauve L’Ombre Fauve zaczyna się gruboziarnistym deszczem kakaowego kurzu i paczuli. Duet znany mi, uwielbiany przez jednych i nienawidzony przez drugich, z Borneo 1836. Właściwie mogłabym nazwać ten zapach Parfumerie Generale jako bezpazurzastą siostrą Borneo. No, może z ładnymi, wypielęgnowanymi paznokciami, które podrapać mogą, ale już nie straszą. Przyznaję, że chociaż takie połączenie nut wydaje mi się bardzo ekscytujące, to ja niestety upadłam przed Borneo. Był dla mnie zbyt i za. To jednak dawno było i czas do niego powrócić, przypomnieć sobie, a może i odkryć na nowo. W L’Ombre Fauve kakao początkowo jest gorzkie i ciemne, dokładnie takie, jakie wyczuwamy otwierając nowe opakowanie- robimy wdech i aż nas zatyka od gęstego, gorzkiego kakaowego proszku. Gorzkość jednak nie trwa długo, wkrótce pojawia się słodkość. Pochodzi od ambry i trochę od wanilii. Samo kakao traci już na szlachetności i przypomina mi wtedy to rozpuszczalne, pite przez dzieci (dorosłych zapewnie również) jako mleczny napój, które nie ma nic wspólnego ze szlachetnym kakao, a nazwę zachowało jedynie przez sentyment. Mimo paru zgrzytów w L’Ombre Fauve, chyba mogłabym nosić ten zapach, chociaż nie chwyta mnie za serce nic a nic. Także dlatego, że to znowu Limited Edition, a ja przyrzekłam sobie zakochiwać się tylko w wyjątkowych limitowankach. Taką L’Ombre Fauve nie jest.

Nuty: ambra, piżmo, drewno, kadzidło, paczula

środa, 22 października 2008, labareda

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: koala, fokus.opt.com.pl
2008/10/22 12:02:44
Droga Pani,
Czy jest możliwość kontaktu mailowego z Panią, będę bardzo wdzięczna.
-
2008/10/22 12:05:18
labareda@gazeta.pl