|
Blog > Komentarze do wpisu
Serge Lutens EL ATTARINE
Niedawno przywieziono pałacowy flakon, który kryje w sobie perfumy o pięknej, głębokiej, złotej barwie najprzedniejszego miodu. Długo syciłam oczy ta barwą, aż wreszcie wyjęłam szklany korek i zaczęłam seans zmysłów... Kiedy zapodałam sobie na nadgarstek kilka kropli El Attarine nie mogłam oprzeć wrażeniu, że team Lutens-Sheldrake spotkał się z uroczą Aziyade. Bardzo podobna mieszanka przypraw, może z bardziej wyczuwalnym kuminem i odrobiną szafranu, zatopiona w złotym, słodkim sercu. W El Attarine słodycz jednak nie pochodzi od owoców, a raczej od miodu. Wschodni klimat i smak aż bije, zapach jest bardzo arabski. Wraz z pierwszą, gęstą, słodką, ale nie kleistą kroplą zapachu aromaty z dalekiego wschodu wolno i leniwie roznoszą się po skórze, zdążymy się więc nasycić każdą nutą, żadna minuta zapachu nie jest nam w stanie umknąć. Gdy owa ziołowo-korzenna mieszanka przygasa trochę na skórze pojawia się na chwilę wyraźna słona nuta, niczym powiem nadmorskiej bryzy, która zostawia na skórze i ustach słony posmak. A później pojawiają się one: nieśmiertelniki. Skąpana
El Attarine są rozkosznie rozleniwiające, pełne ciepła, słodyczy, nie poganiają, nie absorbują aż tak myśli. Zapraszają do spokojnego cieszenia się życiem i odpoczynku, niczym dobra sjesta po sutym obiedzie. piątek, 10 października 2008, labareda
TrackBack
Komentarze
2008/10/15 00:58:54
Bellatrix, przyznaję, że i u mnie wzmaga sie apetyt na lutensowskie słodycze wraz z nadejściem chłodów.
Jeśłi chodzi o kuszenie... Uwielbiam to robić, ale zawsze gdzieś tam w środku dręczy mnie sumienie, że przedmiot kuszenia okaże sie zwykłym plastikowym jabłkiem i nie uwiedzie osoby kuszonej w żadnym stopniu:) wiesz, jeśli grzeszyć, to niech grzeszny powód bedzie chociaż tego warty... BTW chętnie podzielę się i zrobię sporą próbkę ;))
Gość: Bellatrix, aare107.neoplus.adsl.tpnet.pl
2008/10/22 15:13:20
Naprawdę? Tylko jak ja się odwdzięczę?...
|
Piękny, sugestywny opis. Zazdroszczę dzwonka.