Olfaktoryczne podróże
Blog > Komentarze do wpisu

Serge Lutens EL ATTARINE

El Attarine El Attarine oczekiwałam z niecierpliwością. Zostałam mi sprezentowana woskowa próbka, ale nauczona doświadczeniami z Ambre Sultan w przeszłości, powąchałam ją tylko przelotnie i oddałam w inne ręce. Wiem, jak bardzo woskowe próbki kłamią na mojej skórze, podobnie jak lane próbki. 

Niedawno przywieziono pałacowy flakon, który kryje w sobie perfumy o pięknej, głębokiej, złotej barwie najprzedniejszego miodu. Długo syciłam oczy ta barwą, aż wreszcie wyjęłam szklany korek i zaczęłam seans zmysłów... Kiedy zapodałam sobie na nadgarstek kilka kropli El Attarine nie mogłam oprzeć wrażeniu, że team Lutens-Sheldrake spotkał się z uroczą Aziyade. Bardzo podobna mieszanka przypraw, może z bardziej wyczuwalnym kuminem i odrobiną szafranu, zatopiona w złotym, słodkim sercu. W El Attarine słodycz jednak nie pochodzi od owoców, a raczej od miodu. Wschodni klimat i smak aż bije, zapach jest bardzo arabski.

Wraz z pierwszą, gęstą, słodką, ale nie kleistą kroplą zapachu aromaty z dalekiego wschodu wolno i leniwie roznoszą się po skórze, zdążymy się więc nasycić każdą nutą, żadna minuta zapachu nie jest nam w stanie umknąć. Gdy owa ziołowo-korzenna mieszanka przygasa trochę na skórze pojawia się na chwilę wyraźna słona nuta, niczym powiem nadmorskiej bryzy, która zostawia na skórze i ustach słony posmak. A później pojawiają się one: nieśmiertelniki. Skąpana w słońcu, ciepłe o delikatnym, odrobinę słodkim zapachu. Przytłoczone ogromem przypraw i kwiatem pomarańczy pachnącym w tle. Szkoda trochę, bo liczyłam na większy ich bukiet.


 

El  Attarine są rozkosznie rozleniwiające, pełne ciepła, słodyczy, nie poganiają, nie absorbują aż tak myśli. Zapraszają do spokojnego cieszenia się życiem i odpoczynku, niczym dobra sjesta po sutym obiedzie. 

piątek, 10 października 2008, labareda

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: Bellatrix, aare232.neoplus.adsl.tpnet.pl
2008/10/13 21:33:10
Labaredo, nawet nie wiesz przez jakie męki przechodziłam, czytając Twój opis El Attarine. Od razu uspokajam - opis bardzo mi się spodobał, ale: biorąc pod uwagę to że zupełnie uzależniłam się od gęstej, lepkiej "lutensowej" słodyczy; a kilka dni temu zaczął za mną chodzić Miel de Bois (na samą myśl o połączeniu go z Dolce Vita albo Bois Oriental ślinka cieknie mi na potęgę)... Cóż, masz na sumieniu mój spokój ducha i względnie ustabilizowaną listę muszmieci ;)

Piękny, sugestywny opis. Zazdroszczę dzwonka.
-
2008/10/15 00:58:54
Bellatrix, przyznaję, że i u mnie wzmaga sie apetyt na lutensowskie słodycze wraz z nadejściem chłodów.
Jeśłi chodzi o kuszenie... Uwielbiam to robić, ale zawsze gdzieś tam w środku dręczy mnie sumienie, że przedmiot kuszenia okaże sie zwykłym plastikowym jabłkiem i nie uwiedzie osoby kuszonej w żadnym stopniu:) wiesz, jeśli grzeszyć, to niech grzeszny powód bedzie chociaż tego warty...
BTW chętnie podzielę się i zrobię sporą próbkę ;))
-
Gość: Bellatrix, aare107.neoplus.adsl.tpnet.pl
2008/10/22 15:13:20
Naprawdę? Tylko jak ja się odwdzięczę?...