Blog > Komentarze do wpisu
Ze stajni Guillaume'a
Psychotrope Parfumerie Générale – kolejny raz bez zachwytów dla dzieła Pierre Guillaume. W pierwszych sekundach życia zapachu na mojej skórze wyłania się mocna ozonowo-wodna nuta, niczym z Rain Demeter. Blednie z czasem, ale ciągle obecna, dzięki niej Psychotrope jest momentami bardzo wilgotne i duszne. Czasami Psychotrope bywa na mnie mydlane i mocno piżmowe, ale to syntetyczne piżmo w połączeniu z wilgotnymi nutami jest jednym z najgorszych, jakie było dane mi poznać. Czasami jest bardzo zielono i ogórkowo, niczym na wiosennej grządce w przydomowym ogródku. O ile w naturze takie zapachy uwielbiam, to w perfumach już niestety nie. Zresztą nie chciałabym pachnieć ogórkiem, sałatą czy innym warzywem, deszczem również nie. Szukałam namiętnie wizji Guillaume’a – kwiatu ze skórzanymi płatkami. Znalazłam jedynie blade echo tegoż w postaci mocno rozwodnionych kwiatków i starej, namokniętej skóry. Nie wiem, czy to tylko moja skóra jest taką niewdzięczną bazą dla Psychotrope czy ten zapach właśnie taki jest. Właściwie trudno mi znależć coś dobrego na temat. Chociaż nie- mam! Zapach jest naprawdę trwały.
L'Eau Guerrière Parfumerie Générale – tu już znacznie lepiej. Swojskie, lubiane klimaty. Zupełnie prosty, bez zbędnych ozdóbek, zapach przywołujący wspomnienia zielonego lasu z młodymi i soczystymi iglakami, mnóstwem świeżej, młodej trawy. Brzeg tego lasu zahacza o morskie wybrzeże. Początkowo myślałam, ze to staw czy jezioro, ale wykluczyłam słodką wodę, kiedy wokół mnie zaczęły wirować kryształki doskonale wyczuwalnej soli. Jest również jasne, chłodne kadzidło, które doskonale wtapia się w atmosferę lasu i odrobina piżma na koniec. Naprawdę przyjemny zapach, tylko... nie powala na kolana niczym oryginalnym. Zbyt dużo zapachów w tym klimacie poznałam, aby zachwycać się akurat L'Eau Guerrière.
poniedziałek, 13 października 2008, labareda