Olfaktoryczne podróże
Blog > Komentarze do wpisu

Keiko Mecheri PANAME

Ostatnio odkryłam, że sporo mam w kolekcji zapachów podobnych do jakiegoś innego, który zostawił ślad na zawsze na mojej perfumeryjnej ścieżce. A więc mam zapachy podobne do Feminite du Bois, szukam nut uwodzących mnie w Black Cashmere, czy Le Feu. To były moje pierwsze poważne i ważne perfumy. Perfumy, które nie przestają mnie zachwycać. Są też perfum z już późniejszego okresu, które również na stałe zawitały do mojego perfumeryjnego świata. Takim zapachem jest mój eliksir szczęścia – Douce Amere. Używam go naprawdę w wyjątkowych, ważnych okolicznościach mojego życia, bo jest zapachem, który został mi właśnie podarowany na szczęście.

Jego odowiednikiem na zwykłe okoliczności jest Paname. Tak, zgodzę się z wieloma głosami, które krzyczą, że jest podobny do Douce Amere. Jest. I dlatego go lubię. Ktoś mógłby powiedzieć- po co szukać zapachów podobnych, jeśli ma się zapach- matkę. Po pierwsze Paname jest tylko podobny, a nie jest kopią Douce Amere, po drugie ma w sobie inne nutki, które w połączeniu z nutami z zapachu-matki dostarczają mi wiele przyjemności. Po trzecie – lubie krążyć w zapachowym świecie wokól nut, które sprawiają mi przyjemność.

SambucaPierwsza nuta, to absynt, jednak nie jest tak intensywny, jak w Douce Amere i dosyc szybko niknie pod naporem kremowej słodyczy z drzazgą sambuci na języku. Mówiłam już, że picie sambuci jednocześnie przeraża mnie i fascynuje? Ten cały rytuał dodawania (3) ziarenek kawy, a później podpalania, co zawsze wprowadza mnie w trochę nerwowy stan (nie lubię igrać z ogniem dosłownie i w przenośni), a później to anyżowo - lukrecjowe ciepło rozchodzące się po całym ciele. Nigdy nie jestem w stanie przełknąć więcej niż jedną porcję sambuci, a dokładnie tyle jest jej według mnie w Paname – ilość idealna, aby zrównoważyć słodycz i dodać charakternego smaczku. Całość owija nas słodkim, przyjemnym szalem, nie odstaje za bardzo od skóry, raczej przytula się intymnie. Idealna do kieliszka Sambuci, filiżanki macchiato (szczególnie w jesienno-zimowe wieczory, chociaż oczywiście nie tylko) i melodii z "Ojca Chrzestnego" w tle.

Nuty: absynt, rzadkie przyprawy(?), kwiat wanilii z Komorów, piżmo

wtorek, 11 listopada 2008, labareda

TrackBack
TrackBack URL wpisu: