Olfaktoryczne podróże
Blog > Komentarze do wpisu

Olivier Durbano JADE

Trwalszy od granitu i stali. Od tysięcy lat symbol Chin na równi ze smokiem. Używany do wyrobu insygniów cesarskich i uznawany jako amulet życia. Zielony nefryt. Olivier Durbano po raz kolejny tłumaczy nam znaczenie kamienia na język perfum.

Udało mu się z pewnością jedno – zapach jest zielony i nie chodzi mi tylko o kolor. Przyznaję, że ja miałam pewne obawy aplikując sobie na skórę zielone w kolorze perfumy. Kłania się tutaj niemiłe wspomnienie z dzieciństwa, kiedy to mama aplikowała mi zieleń brylantową na stłuczone kolana – piekło bardziej niż sama rana. Tutaj obyło się bez bolesnych sensacji, Jade nie wyżarł mi skóry, ani nie pozostawił na niej śladu zieleni.

jadeJade szepcze na mojej skórze nuty z pewnością po chińsku, ale również w bardziej zrozumiałym i przystępnym mi języku. Dalekowschodni powiew to zapach zielonej, liściastej herbaty wymieszany z zapachem zgniecionych świeżych liści mięty. Ten akord pojawia się zamiennie z kolejnym- paczuli zmieszanej z cynamonem. Tak, paczula jest tutaj miękka, puchata, łasi się do nas i przymila. Taka gra w kotka i myszkę – żadne akord nie może zdecydować się na dłuższe pozostanie na mojej skórze, ale też nie chce jej opuścić. W sumie przyjemnie jest mi wąchać te herbaciano-miętowo-paczulowo-cynamonowe igraszki, które mimo długiego trwania nie powodują u mnie zmęczenia. Wyraźnie czuję choinkę, taką świeżą i zieloną, z ostrymi małymi igiełkami na gałązkach, jeszcze mokrą od rosy i pachnącą bardzo intensywnie. I ta faza mnie rozczarowuje, bo do bólu powielająca inne iglaki zamknięte we flakonach. W bazie rozsiada się na mojej skórze immortelle ładnie komponujące się z wetiwerem, ale wciąż niemogące się zbytnio przebić przez gęste zarośla choinek...

Całość nie wzbudza we mnie przyśpieszonego bicia serca. Ani nefrytowa, ani chińska, ani współczesna, za to bardzo zielona. Coś mi w tym zapachu zgrzyta, nie do końca go rozumiem, chociaż nie jest brzydki. W sumie to dobrze, bo nie muszę mieć.

Nuty: zielona herbata, anyż, mięta, kardamon, irys, jaśmin, chiński cynamon, ambra, paczula, wetiwer, mech, piżmo, immortale, mathé

środa, 12 listopada 2008, labareda

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: aga.a13, asn51.neoplus.adsl.tpnet.pl
2008/11/12 20:36:24
dziękuje za opis. jeszcze bardziej mnie intryguje ten "herbaciano-miętowo-paczulowo-cynamonowy" zapach. już nie mogę się doczekać swojej próbeczki.....
-
2008/11/12 21:26:46
Trzymam kciuki za szybkie przybycie próbki. Wart jest poznania.
Początek i środek zapachu podoba mi się najbardziej. Końcówka już mniej. Będę jeszcze dalej testować, być może za kilka testów mnie zauroczy:)