|
Blog > Komentarze do wpisu
Santa Maria Novella CITTA DI KYOTO![]() Officina-Profumo Farmaceutica di Santa Maria Novella uchodzi za najstarszą perfumerię świata. Już od prawie 800 lat słynie na cały świat z produkcji nie tylko zapachów, ale wszelkiego rodzaju maści, nalewek, balsamów wyprodukowanych z najwyższej jakości olejków i ziół. Mimo, iż Santa Maria Novella ma kilka punktów sprzedaży na świecie, to ja stosunkowo późno zetknęłam się z tą nazwą. Jako wielbicielka A. Hopkins’a, oglądając i czytając zakulisowe informacje na temat produkcji Hannibala dowiedziałam się, że film był kręcony także w oryginalnych wnętrzach tejże słynnej perfumerii. I tak zakiełkowało ziarno ciekawości. Czytałam sporo o tych zapachach, ale jakoś żadnego nie pożądałam poznać do momentu, kiedy odkryłam wzmianki o Città di Kyoto – zapachu, który powstał, aby uczcić w 2005 roku 40-letnią rocznicę partnerstwa Florencji i Kyoto. Nuty: bergamota, pomarańcza, jaśmin, hiacynt, róża, zamsz, ylang-ylang, śliwka, brzoskwinia, cyprys, lawenda, brzoza, drewno sandałowe, drewno gwajakowe, cedr, heban, paczula, wanilia, szara ambra. Mieszanka z której może wyjść albo coś fascynującego i zapierającego mi dech w piersiach albo traumatycznego. Szczególnie, że obiecano mi w tym zapachu irys (symbol Florencji) i niezbyt ukochany przeze mnie lotos (symbol Kyoto). Citto di Kyoto mimo iż jest w postaci Eau de Cologne nie ginie na skórze zbyt szybko, trwa dobrych kilka godzin trzymając się blisko, aczkolwiek kurczliwie skóry. To cichy i spokojny zapach, lekki niczym dotyk elfich skrzydeł. Transparentny, zamglony, z lekko rozwodnionymi konturami, jak malowana pośpieszną kreską akwarela. To zapach, który stwarza bardziej atmosferę, niż krzyczy głośno nutami. Pierwsze nutki stwarzają wrażenie chłodnego spokoju, to pewnie za sprawą ziemistego irysa w towarzystwie lotosowo-igiełkowych akordów. Taki spokój i chłód wyobrażam sobie, że panuje na dziedzińcach japońskich świątyni, zagubionej gdzieś pomiędzy drzewami, gdzie w ogromnych kadzielnicach pali się leniwie kadzidło, wzbijając się do góry jasnym, wąskim strumieniem. Jest tak cicho, że ucho wyławia tylko szum drzew i ciche kroki pojedynczych, zamyślonych postaci, które szybkim krokiem przemierzają dziedziniec w im tylko znajomych kierunkach i powodach. Powietrze jest chłodne, małe obłoczki pary wzbijają się w powietrze, które i tak już jest przesiąknięte wilgocią. Mimo wyraźnych wodno-zimnych akcentów zapach nie jest odstający i nieprzytulny. Ociepla się dosyć szybko owocowym tchnieniem, przywołując wspomnienie słońca i ciepłych dni oraz słodkim, delikatnym żywicznym akordem. W Citta di Kyoto kadzidło nie jest takie oczywiste, często trzeba się skupić, aby zauważyć jego cichą obecność. Spokojne, dobrze ułożone, przemyka cicho po skórze obute w zori i ciągnąc za sobą szelest kimona i ledwo słyszalny szept „Hai”. Bardzo go lubię i nie mam ochoty powiedzieć mu "Sayonara". Zostanie ze mną jeszcze na długo towarzysząc mi w chwilach spokoju i zadumania. sobota, 06 grudnia 2008, labareda
TrackBack
|