Olfaktoryczne podróże
Blog > Komentarze do wpisu

Etro SANDALO

Sandalo to miłość od drugiego wejrzenia. Zdecydowanie. Prawie dwa lata temu zetknęłam się z tym zapachem po raz pierwszy, spodobał mi się, szczególnie dlatego, że wiernie oddaje zapach drewna sandałowego, jednak nie na tyle, abym pożądała własnego flakonu. Wtedy jednak miałam etap, kiedy uwielbiałam, gdy zapachy krzyczały z mojej skóry, często były mi tarczą, albo chmurą, za którą mogłam się schować. Wtedy nie mogłam w pełni docenić Sandalo.
 
Sandalo jest eteryczne, jego zapach przypomina mi błądzenie nosem po zapomnianej i wciśniętej gdzieś w kąt mebli zakurzonej figurce z drewna sandałowego. Nadgryzł ją trochę ząb czasu i przykryła delikatna warstwa paczulowego kurzu, ale zapach wciąż trwa i nie stracił nic ze swojej mocy. Lekko słodkawy, gładki i kremowy, z ambrową podszewką. Raczej linearny, ale nie nudny, tchnący spokojem i emanujący prostym pięknem i ciepłem. To jeden z tych zapachów, które mają wpływ na stan mojego umysłu: wygładza wszystkie zatroskane zmarszczki, przywołuje zabłąkany uśmiech na twarz i przynosi spokój w sercu. Niewidoczny dla otoczenia, ale długo obecny na mojej skórze. Mój sandałowy skarb.
 
Nuty: cytryna, pomarańcza, róża, cedr, paczula, drewno sandałowe z Mysoru, ambra, piżmo
piątek, 02 stycznia 2009, labareda

TrackBack
TrackBack URL wpisu: