|
Blog > Komentarze do wpisu
Ginestet LE BOISE Podoba mi się to, co widzę na zdjęciach przedstawiających Le Boise (niestety zapach testowałam jedynie z próbki) – flakon imitujący butelkę wina ukrytą w drewnianej skrzynce. Bardzo tajemnicze oficjalne nuty: różne gatunki drewna, przyprawy, wanilia nie odkrywają nam rąbka tajemnicy, już bardziej sam flakon wskaże nam kierunek w którym toczy się historia Le Boise. Jest piękny, ciepły, letni wieczór. Komary brzęczą nad uchem, a z pobliskich krzaków dochodzi nas preludium koncertu w wykonaniu nocnych ptaków. Zasiadam wygodnie przy drewnianej ławie, na której w prostych, szklanych kieliszkach mieni się w ostatnich promieniach zachodzącego słońca czerwone wino. W powietrzu unosi się wspaniała letnia mieszanka aromatów: pobliskiego cedu, świeżych dębowych desek, z których zbito niedawno ławę, dalekiego zapachu słodkich owoców. Nad kieliszkiem unosi się cienka smużka zapachu aromatycznego wina, o bogatym, przyprawowym bukiecie. Nagle zerwał się niespodziewany wiatr i kieliszek wina przewraca się na drewniany stół. Zapach drewna nasiąkniętego winem – tak przez większość czasu pachnie na mojej skórze Le Boise. Szkoda, że zapach gdzieś umyka szybko w przestrzeń, ginie szybko na skórze, pozostawiając za sobą dymek palonego drewienka i cedrowej poświaty... Szkoda, bo myślę sobie, że mogłabym się nim upić i to nie jeden raz... czwartek, 12 lutego 2009, labareda
TrackBack
|