Olfaktoryczne podróże
Blog > Komentarze do wpisu

Les Nereides ORIENTAL LUMPUR

Trzy czwarte roku zeszło mi na testowaniu Oriental Lumpur... A tak poważnie zużyłam trzy próbki, po jednej latem, jesienią i zimą, aby ostatecznie utwierdzić się w przekonaniu, że na mojej skórze ten zapach nie chce ładnie pachnieć i już.
 
Moja babcia mam stara drewniana skrzynkę na przyprawy, do której chętnie zaglądałam jako mała dziewczynka i podziwiałam zawarte w niej przyprawowe skarby. Zapach curry i gałki muszkatołowej dominował, gdzieś przemykała woń zachomikowanych nitek szafranu. Tak właśnie dla mnie pachnie Oriental Lumpur – bardzo kuchennie, a nie perfumeryjnie, to znaczy tak bardzo kojarzy mi się ten zapach z mieszanką przypraw jaką często używam do pieczenia kurczaka, że nijak tego skojarzenia wyplenić nie mogę. Tak pachnie moje ubranie po moich kuchennych eksperymentach z szafranem, podobna woń unosi się też w hinduskich restauracjach. I o ile w takich okolicznościach takie aromaty są dla mojego nosa miłe, to już nie mam ochoty ubierać się w taki zapach. Oriental Lumpur po początkowej erupcji przypraw szybko gaśnie na mojej skórze, zmienia się w zapach mydła i delikatnego piżma. Nie ma słodkiej wanilii czy zakurzonej paczuli. Jest tylko nijako.
 
Szkoda, bo miałam nadzieję na szafran przypominający nieco ten w Safran Troublant lub CdG 2 Man.
 
 
Nuty: szafran, curry, gałka muszkatołowa, drewno sandałowe, wanilia, paczula
środa, 11 lutego 2009, labareda

TrackBack
TrackBack URL wpisu: