|
Blog > Komentarze do wpisu
Tann Rokka AKI Są zapachy, które poznaję zbyt późno. Gdybym spotkała się z Aki 3-4 lata temu zaraz po powstaniu tych perfum, to okrzyknęłabym je absolutnie moimi i piałabym z zachwytu. Teraz wydają mi się ładne i przystępne, ale nie wyzwalają we mnie żądzy posiadania i błysku w oku. Kiedyś wspominałam już, że lubię zapachy podobne do... Podoba mi się układ pewnych nut i to, jak moszczą sie na mojej skórze. Mam sporo zapachów podobnych do siebie, co absolutnie mi nie przeszkadza. I w Aki odnjaduję echo lubianych przeze mnie zapachów, ale nie wzbudza już ono u mnie takich emocji, że chciałabym więcej i więcej... Otwarcie Aki przypomina mi Ambre L’Occitane, ta sama słodycz, miękkość, prostota i łagodność podszyta lekką miodową, żywicą. Na dodatek przykryta futrzanym, kocim ogonem rodem z Patchouli M. Micallef. Jest mi miło, bo bardzo znajomo, swojsko niemal. Z zaskoczenia, niewiadomo skąd pojawiają cię dorodne cytrusy wyrastające na pniu kremowego drewna sandałowego. Przysłowiowe gruszki na wierzbie... Obiecują ciekawy twist, a w konsekwencji przeszkadzają, wprowadzają jakiś dysonans... Cytryny swawolą rubasznie, nie mogąc wtopić się w spokojne ambrowo-paczulowe towarzystwo. Z czasem zmęczone gaszą swą żółtą cytrynowość i ustępują miejsca miękkiej, pudrowej ambrze, która też już utrudzona ledwo zaznacza swoją obecność... Całość jest miła, ale bez tego czegoś szczególnego, co zapamiętuje się na długo. Przyznaję, że dużo bardziej zachwycił mnie londyński sklep Tann Rokka, w którym co krok znajdowałam coś dla siebie i wzdychałam z zachwytu na widok miekkich kanap i foteli. A w Aki, niestety, nie mam ochoty tak się zapadać i zanurzać, czy chociażby przysiąść na chwilę... W biegu przystanęłam tylko na chwilę i poszłam dalej. Nuty: ambra, paczula, cedr i wetiwer środa, 25 lutego 2009, labareda
TrackBack
|